Alicja w Krainie Czarów - rozdział I

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 776
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział I

Post#1 » 10 paź 2016, o 12:01

Hej, wracam po kilkumiesięcznym przestoju w pisaniu – no może nie całkiem przestoju, a niedoboru weny, bo pisać próbowałam, ale z kiepskim skutkiem. :kuku:
Historię Ali rozpoczęłam w kwietniu i po tych kilku miesiącach stwierdziłam, że chciałabym ją zacząć nieco inaczej. Dużo w fabule się nie zmieniło, ale myślę, że lepiej wkleić zmienioną wersję jako nowy rozdział, bo inaczej poprzednie komentarze byłby trochę od czapy. ;))
Dla tych co nie czytali – w dużym skrócie: opowiadanie o młodej dziewczynie, która ma wątpliwą przyjemność gościć na oddziale zamkniętym.


Część następna


Rozdział I

Odpaliła papierosa i porządnie zaciągnęła się dymem, który przyjemnie drapał w gardle i płucach. Tak, jak miała w zwyczaju robić codziennie, przysiadła na parapecie z kubkiem kawy. Sennym spojrzeniem zielonych oczu obserwowała ludzi na ulicy. Każdy z nich gdzieś się śpieszył. Jedni pieszo, inni musieli zadowolić się zawsze zatłoczoną, duszną, a co najgorsze spóźnialską komunikacją miejską. Niektórzy szczęśliwcy mogli przeczekać poranny korek we własnym samochodzie. Ci ostatni niewątpliwie mieli najlepiej, chociażby przez wzgląd na ponurą jesienną pogodę. Poranek był chłodny i wietrzny, jak przystało na początek listopada. Drobna lodowata mżawka co chwilę pokropywała z zachmurzonego nieba, żartując sobie z przechodniów, którzy nie wiedzieli czy otworzyć parasol czy może jednak go zamknąć.
Kolejny wdech papierosowego dymu. Zaciągnęła się mocno, aż poczuła mdłości i lekki zawrót głowy. Nikotyna uspokajała, ale tylko chwilowo. Spojrzała na papierosa, udając, że nie zauważa, jak trzęsą jej się dłonie. Zgasiła niedopałek o parapet i wrzuciła go za łóżko. Dopijając kawę, spojrzała jeszcze raz przez brudną szybę na ludzi na ulicy. Nie znała nikogo z nich, więc nienawidziła wszystkich po równo. Zazdrość zżerała ją od środka. Tęskniła za takim zwykłym, do bólu nudnym życiem. Budzik nastawiony na szóstą trzydzieści, szybkie śniadanie, na które często brakowało chwili, a potem sprint do tramwaju, żeby zdążyć na uczelnię. Osiem godzin spędzonych gdzieś pomiędzy nudą a przymusowym skupieniem, żeby wrócić do domu, po drodze zahaczając jeszcze o pobliski market, bo w lodówce zostały tylko jajka, przeterminowany jogurt i woda. Obiad z mikrofalówki w porze kolacji, a na dobranoc jakiś kryminał lub horror. Zaśnięcie w trakcie filmu. Pięć lub sześć godzin snu i cały cykl zaczynał się od początku.
Tęskniła za normalnością. Jednak ona i normalność miały niewiele wspólnego. Ich drogi rozeszły się dobre kilka lat temu.
- O ja, a co tu się odpierdala! Beze mnie palisz, cipo wredna? – Gosia wparowała do pokoju, głośno trzaskając przy tym drzwiami. Ala podskoczyła w miejscu, gwałtownie wyrwana z zamyślenia.
- Nie uwierzysz, jakie ciacho przed chwilą widziałam! – Gośka westchnęła teatralnie. Wielki banan nie schodził jej z twarzy. Entuzjazm to słowo, które najlepiej charakteryzowało przyjaciółkę Ali. Głośne i dzikie usposobienie nijak nie pasowało do subtelnej urody drobnej blondynki. Kręcone włosy, niebieskie oczy i alabastrowa cela przywodziły na myśl porcelanową laleczkę. Gdyby na oddziale urządzono wybory piękności, to Małgosia z pewnością otrzymałaby tytuł najpiękniejszej wariatki.
- Ciacho? – Ala spojrzała na przyjaciółkę z powątpiewaniem. Albo Gosia zaczynała mieć przewidzenia (co swoją drogą nie było niczym niezwykłym na tym oddziale) albo – w bardziej optymistycznej wersji – pilnie potrzebowała wizyty u dobrego okulisty. Bowiem żaden mężczyzna z personelu medycznego czy też spośród pacjentów na pewno nie kwalifikował się do uzyskania tego jakże pochlebnego tytułu, szczególnie biorąc pod uwagę wysokie wymagania stawiane przez Gośkę.
- No, mamy nowego lekarza! – kontynuowała blondynka, zupełnie nie zrażona brakiem entuzjazmu ze strony swojej rozmówczyni. Przysiadła na sąsiednim łóżku. Jednak pani Beata, jedna z ich współlokatorek, w ogóle nie zwróciła uwagi na okupację jej miejsca. Zamiast tego nerwowo krzątała się po pokoju, najwyraźniej czegoś szukając. Sprawdziła już pod zlewem, w szafkach i torbach (nie tylko swoich), a teraz przeszła do przeszukiwania materacy.
- Odsuń się, no już! To musi gdzieś tu być!
Alicja posłusznie wstała, żeby umożliwić kobiecie przeszukanie poszewek i zajrzenie pod materac. Gosia tylko spojrzała wymownie. Żadna nie skomentowała zachowania czterdziestolatki. Przywykły, uznając manię pani Beaty jako zwykły element szpitalnej codzienności. W końcu szukanie ukrytej kamery urządzała średnio trzy razy w tygodniu, jak nie więcej.
- Mówię ci, niezły przystojniak! – Gośka dalej opowiadała o nowym lekarzu. – Dziesięć na dziesięć, bez ściemy. Wygląda zupełnie jak Alejandro z „Zaklętej Miłości”. Dałabym wszystko, żeby to on prowadził moją terapię, a nie ta stara pinda Olszewska! – stwierdziła z rozmarzonym spojrzeniem wbitym w okno.
Ala parsknęła śmiechem.
- Nie wątpię, że dałabyś wszystko – stwierdziła bardzo sugestywnym tonem.
- Bo cię zdzielę!
- Dzień, dobry! – Drzwi sali otworzyły się, przerywając dziewczynom wymianę uprzejmości. Obchód zawsze wyglądał tak samo. Doktor Zakrzewski z obstawą pielęgniarek wchodził do pokoju chorych, ciężko sapiąc ze zmęczenia spowodowanego dźwiganiem wielkiego brzucha opiętego białym kitlem, którego guziki groziły wystrzeleniem w powietrze w każdej chwili. I tym razem było tak samo. Stary ordynator przystanął, żeby otrzeć pot z twarzy przypominającej księżyc w pełni. Tą samą dłonią przeczesał rzadkie włosy, których wypłowiałe resztki zostały już tylko na bokach głowy.
- A tej co? – zapytał poirytowany, kiedy pani Beata przecięła mu drogę. Tym razem wzięła się za przeszukiwanie ustawionego przy wyjściu śmietnika na medyczne odpadki.
- Zwiększyć dawkę leków o dziesięć miligramów – zaordynował, przyglądając się poczynaniom pacjentki. Jedna z pielęgniarek wyszła, żeby spełnić polecenie lekarza.
- Jak tam samopoczucie? – Odwrócił się w stronę dziewczyn. Pytał od niechcenia, raczej z przyzwyczajenia niż uczucia obowiązku.
- Super, doktorku! Tacy przystojni lekarze na naszym oddziale, to nie ma jak się smucić! – stwierdziła entuzjastycznie Gosia, która zawsze pierwsza rwała się do rozmowy.
Zakrzewski popatrzył na blondynkę z powątpiewaniem.
- Jej też – rzucił przez ramię do stojącej za nim pielęgniarki. Ala wbiła wzrok w rozłożoną na kolanach książkę. Doświadczenie nauczyło, że w obecności ordynatora lepiej nie mówić, nie patrzeć nań, a najlepiej, to w ogóle nie oddychać.
- Panie doktorze, panie doktorze! – Trzecia współlokatorka Ali, pani Stanisława zerwała się z łóżka, żeby podejść do sędziwego lekarza. Jak na swój wiek ruchy miała nad wyraz żwawe.
- Panie doktorze – powtarzała nerwowo. – Ja miałam takie piękne naszyjniki, bransolety. Biżuterię od babki, pamiątka taka, rodzinna, wie pan, no! Złoto najczyściejsze – opowiadała z przejęciem. Mówiąc gestykulowała, co sprawiało, że luźna pomarszczona skóra na przedramionach trzęsła się i falowała w rytm gestów. Skołtunione siwe włosy i błędne spojrzenie oczu w kolorze mętnej wody tworzyły obraz zaniedbania i obłędu. Prócz starego peselu, największym problemem emerytki była schizofrenia i demencja starcza. Choroby męczące panią Stanisławę objawiały się tym, że – jak nie trudno się domyślić – wszyscy okradali ją z rzeczy, których nigdy nie miała.
- Jej też? – zapytała prewencyjnie jedna z pielęgniarek. Ordynator machnął ręką, co w zestawieniu z nieciekawą miną nie miało jednoznacznego przekazu. Alicja wzięła gwałtowny wdech, próbując powstrzymać śmiech. Na szczęście lekarz ledwo zahaczył o nią wzrokiem, odwracając się w stronę wyjścia. Sanitariuszki rozstąpiły się niczym Morze Czerwone, wciskając plecy w ściany, żeby zajmować jak najmniej miejsca. Mimo to Zakrzewski z trudem przepchnął się do drzwi, w których zresztą też ledwo się mieścił. Cała scena wyglądała przekomicznie i chociaż Ala widziała to już z milion razy, to nie potrafiła odmówić sobie złośliwego uśmieszku.
Kilka chwil później jedna z pielęgniarek zajrzała przez uchylone drzwi.
- Dziewczyny, do stołówki. Śniadanie!

- Gdzie ja mam sztućce… - Pani Stanisława z trudem dźwignęła wychudzone ciało z łóżka, mocniej owijając się różowym szlafrokiem. – Miałam takie piękne srebrne sztućce. – Popatrzyła po pokoju w poszukiwaniu wyimaginowanej zguby albo winnego kradzieży. Alicja obstawiała to drugie.
- Ja nigdzie nie idę! To jedzenie jest zatrute! Chcą mnie zabić! Myślą, że nie wiem, ale ja wiem! – wydarła się Pani Beata.
- Chyba prędzej chcą cię odchudzić – powiedziała po nosem Ala, mając ma myśli głodowe porcje serwowane w szpitalnej stołówce.
Prawda była taka, że gdyby nie duża liczba nadmiarowych kilogramów i szaleństwo patrzące z niebieskich oczu, to pani Beata mogłaby być naprawdę ładną kobietą. Miała delikatne rysy twarzy, pięknie skrojone czerwone usta i gęste czarne włosy ścięte na linii ramion. Jednak otyłość nie była jednym problemem kobiety. Przez czterdzieści lat życia dorobiła się rozwodu, cukrzycy, niedoczynności tarczycy, manii prześladowczej i nawracającej głębokiej depresji. Cały ten zestaw poskutkował jedną nieudaną próbą samobójczą.
- Nie jedzcie tego! – krzyknęła za wychodzącymi z pokoju dziewczynami.
- Spokojnie, Becia. Zajmiemy ci miejsce w stołówce – obiecała Gosia. Obydwie wiedziały, że wystarczy kilka minut, żeby głód zwyciężył z tajemniczą trucizną, która szpitalna kucharka przyprawiała dania.
***
Już dobre kilka minut sterczała pod drzwiami gabinetu, desperacko próbując znaleźć wymówkę dla odwrotu. Nigdy nie lubiła terapii. W ogóle kto to wymyślił? I jak spotkania polegające na zwierzaniu się totalnie nieznajomej osobie, która ma w dupie, to co mówisz i nawet nie wkłada minimum wysiłku, żeby chociaż udawać, że słucha, mają niby pomóc w leczeniu? Prędzej skutek będzie dokładnie odwrotny. Więc trudno się dziwić, że zawsze maksymalnie odwlekała sesje z psychoterapeutą. Za każdym razem wychodziła w ostatniej chwili, a i tak przez korytarz wlokła się flegmatycznym krokiem dziewięćdziesięciolatka. I to tylko po to, żeby zawrócić pod samym gabinetem, bo nagle zrobiło jej się zimno mimo dusznego klimatu starego budynku o zbyt małej liczbie okien, które ciągle ktoś zamykał.
Westchnęła z rezygnacją i odepchnęła na bok natrętne wahanie, żeby móc zapukać do drzwi. Spodziewała się tak jak zawsze usłyszeć „proszę wejść” wypowiedziane skrzekliwym kobiecym głosem, ale zamiast tego w progu stanął młody lekarz, którego widziała pierwszy raz.
- Dzień dobry. – Mężczyzna przywitał Alę ciepłym uśmiechem i gestem zaprosił do środka. Weszła, ze zdziwienia zapominając języka w gębie. Gosia miała rację nazywając medyka ciachem. Ale na szczęście nie przypominał metroseksualnego kena Alejandro z jednej z wenezuelskich telenoweli, które nałogowo oglądała przyjaciółka Alicji. Bezczelnie otaksowała oceniającym spojrzeniem, wcale się z tym nie kryjąc. Był przystojny, lecz w nieco inny, trudny do zdefiniowania sposób. Twarz o trochę za ostrych rysach pokrywał trzydniowy zarost, a przydługie czarne włosy sterczały każdy w inną stronę, bezgłośnie błagając o interwencję fryzjera. Cienie pod oczami, niezdrowo blady odcień skóry i trochę za szczupła jak na mężczyznę sylwetka rysująca się pod białym kitlem tworzyły razem typowy obraz młodego lekarza, któremu brak czasu na wszystko poza pracą.
- Usiądź, roszę. – Gestem ręki wskazał jeden z wypłowiałych borowych foteli, które pamiętały jeszcze czasy PRL-u. Sam zajął miejsce naprzeciwko.
- Alu, nazywam się Łukasz Bukowski. – Podał jej rękę nad stolikiem. Manewr był dość ryzykowny, bo na blacie piętrzyły się stosy dokumentów medycznych. Na szczycie papierowej piramidy dumnie stał pusty kubek po kawie. - Jestem psychiatrą i psychoterapeutą. Poprowadzę dalej twoją terapię – dodał z ciepłym uśmiechem. Był profesjonalny i do porzygu miły.
- Co się stało z doktor Olszewską? – zapytała od razu. Nie żeby się martwiła. Szczerze nienawidziła tej starej cipy. Ot, powodowała nią wrodzona ciekawość.
- Postanowiła przejść na wcześniejszą emeryturę.
- Jak na kogoś, kto zna się na ludzkiej psychice, jest pan wyjątkowo beznadziejnym kłamcą – stwierdziła krytycznie Alicja, pozwalając sobie przy tym na mały ironiczny uśmieszek.
- A ty jesteś wyjątkowo dociekliwą pacjentką. – Uniósł ręce w geście kapitulacji, uśmiechając się wymownie. Chociaż miała okazję, to nie drążyła już tematu, bo w sumie i po co. Do szczęścia wystarczyła jej świadomość, że nielubiana psychoterapeutka już nie wróci.
- No dobrze, przejdźmy może do sedna naszego spotkania – z ulgą zmienił temat widząc, że więcej nie wypytuje.
- Doktor Olszewska przekazała mi twoją dokumentację medyczną wraz z historią choroby i raportami z waszych sesji – wyjaśnił, wskazując na stos papierów na stoliku. Ilość zgromadzonych formularzy w dosyć wymowny sposób świadczyła o tym, że Ala nie pierwszy raz była pacjentką szpitala psychiatrycznego.
- Szczerze mówiąc, to wolałbym, żebyśmy zaczęli od samego początku. Poznali się, zdobyli do siebie zaufanie. Myślę, że to będzie dobra podstawa do wspólnej współpracy – zaproponował, posyłając pytające spojrzenie zza szkieł okularów.
- Brzmi sensownie. Jestem za. – Wzruszyła obojętnie ramionami. W sumie, to co jej szkodziło? I tak nigdzie się nie wybiera. W każdym razie nieprędko.
- Świetnie. W takim razie może zaczniemy. – Uśmiechnął się zachęcająco. Właśnie ta empatia i indywidualne podejście do pacjenta zdradzały, że był świeżo po studiach. Starsi koledzy po fachu jeszcze nie zdążyli zaszczepić w nim obojętności i arogancji. Jednak nie wątpiła, że z czasem i on ulegnie wszechobecnej znieczulicy i schamieje jak każdy pracujący tutaj lekarz. Zastanawiała się też, czy nie jest jego pierwszym samodzielnie prowadzonym pacjentem. Ta myśl przynosiła wątpliwości – zupełnie nie wiedziała, jak to ocenić. Może poszła na pierwszy ogień dla świeżaka, bo jest z nią już całkiem nieźle i nie będzie trudnym przypadkiem dla młodego lekarza. Z drugiej strony odpowiedź mogła brzmieć dokładnie odwrotnie – ponieważ psychikę ma już tak beznadziejnie porytą, że co by nie zrobił, to nie da rady bardziej spieprzyć sprawy.
- Okej. – Przywołała na twarz uśmiech, żeby odgonić niezbyt optymistyczne przemyślenia.
- No dobrze, zacznijmy więc od początku – powtórzył. - Kiedy zauważyłaś pierwsze objawy choroby?
- Pięć lat temu. Miałam wtedy siedemnaście lat, chodziłam do pierwszej klasy liceum. - Ledwie zaczęła mówić, wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą, uderzając z impetem rozpędzonego pociągu. Obrazy przeszłości wirowały jej przed oczami, ocinając połączenie z rzeczywistością.
Kupiła kawę w automacie z ciepłymi napojami i usiadła na ławce zepchniętej w sam róg szkolnego korytarza. Kilka łyków z tekturowego kubka wystarczyło, żeby pożałowała dwóch złotych wydanych na wodniste i totalnie pozbawione smaku cappuccino.
Nie mając nic innego do roboty, wbiła znudzone spojrzenie w widok za oknem, który wcale nie polepszał humoru, a kusił, żeby uciec na zewnątrz. Czerwiec był zdecydowanie za pięknym miesiącem na siedzenie w zatęchłych murach oświaty. Niestety wbrew pobożnym życzeniom uczniów złośliwy czas wlókł się leniwie w kierunku zakończenia roku szkolnego. Pomimo nadal trwających zajęć, budynek liceum podejrzanie szybko pustoszał. Coraz więcej licealistów uległo pokusie wagarów w postaci piwa na słonecznej plaży, która znajdowała się rzut beretem od szkoły. Alicja też zaczęła rozważać ten pomysł. W końcu dzisiaj piątek, a ostatnimi lekcjami na planie były religia i WOS. Zapyta się Marty i Leny, kiedy wrócą ze szkolnego sklepiku – postanowiła, ale już wiedziała, że przyjaciółki poprą jej pomysł.
Kątem oka zauważyła, jak jakaś dziewczyna siada obok niej na ławce. Odwróciła nieznacznie głowę tylko na tyle, żeby stwierdzić, że jej nie zna, więc zaraz wróciła do przeglądania Facebooka na telefonie.
- Możesz mi pomóc?
Alicja podniosła wzrok na nieznajomą. Blondynka w białej koronkowej sukience była trochę za chuda, ale poza tym całkiem ładna. Jednak tylko na pierwszy rzut oka. Włosy w odcieniu płynnego złota skręciły się w kołtuny, a skóra przybrała niezdrowo blady, prawie siny kolor. Jednak najbardziej niepokoiły oczy dziewczyny. Zamglone, jakby niewidzące źrenice otaczały tylko cienkie pierścienie prawie przezroczystych tęczówek, które zlewały się z przekrwionymi białkami.
- Tu jest okropnie zimno. Boję się. T-tak bardzo się b-boję – wyjąkała nastolatka, szczękając zębami. Kościstymi dłońmi obejmowała ramiona, które zdobiły liczne fioletowo-zielone siniaki i drobne zadrapania.
Ala zmarszczyła brwi w wyrazie zdziwienia. Przecież był początek lata i temperatura zdecydowania przekraczała dwadzieścia stopni.
- Jesteś chora? – zapytała z wahaniem w głosie. Im dłużej przyglądała się nieznajomej, tym mocniej utwierdzała się w przekonaniu, że coś jest z nią nie tak. Skóra dziewczyny wydzielała dziwny słodko-mdły zapach, a delikatną szyję nastolatki otaczał granatowy naszyjnik z siniaków.
- Boje się. Tak bardzo się b-boję – powtarzała jak mantrę. – Tu jest zimno i ciemno. Myślałam, że to już koniec. – Zaniosła się cichym szlochem, kryjąc twarz w dłoniach. Pod paznokciami miała brunatne obwódki z zaschniętej krwi.
- Durna byłam, naiwna… - jęczała cichutko, kiwając się w przód i tył.
- Co się stało? – spytała Alicja, choć sama do końca nie wiedziała, czy chce dowiedzieć się, o czym mówi blondynka.
- Co się stało? Zabiłam się, to się stało! Kupiłam linę i powiesiłam się w piwnicy!
Alicję przeraził obłęd wyzierający z pustych oczu dziewczyny. Chyba zaczynała się jej bać.
- Wiesz, co w tym wszystkim jest najzabawniejsze? Nikt jeszcze mnie nie znalazł! Moi rodzice pewnie myślą, że uciekłam z domu. O ile w ogóle zainteresowali się moją nieobecnością. Pieprzeni alkoholicy! Dla nich ważna jest tylko wóda!
Tego było za wiele. Ala z wielkim trudem powstrzymywała się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Jednak nie potrafiła zamaskować spojrzenia pełnego politowania. Przecież ta laska to totalna wariatka! Siedzi przed nią i gada, że się zabiła! Zachciało jej się być duchem! Psychiczna czy naćpana? Trudno powiedzieć, ale po anemicznym wyglądzie i mętnym wzroku obstawiałaby to drugie.
- Proszę, pomóż mi się stąd wydostać. – Blondynka wyciągnęła ręce w błagalnym geście, ale Alicja odskoczyła na drugi koniec ławki. Jednak ta dosyć wymowna reakcja nie zniechęciła nastolatki. – Musisz mi pomóc! Tylko ty mnie widzisz! – upierała się dalej.
- Laska, co ty bredzisz? Musisz iść do lekarza – skwitowała krytycznie Ala. Sama dziwiła się swojej cierpliwości. Dlaczego właściwie nadal tutaj siedziała zamiast zostawić tę przeklętą dziwaczkę?
- Hej, jesteśmy!
Alicja odwróciła głowę, żeby spojrzeć na przyjaciółki.
- Masakra. Kolejka w sklepiku nie miała końca – poskarżyła się Lena, siadając obok na ławce.
- Co się tak rozglądasz, jakbyś ducha zobaczyła? – zapytała Marta, marszcząc brwi w wyrazie zdziwienia.
- Gadałam z taką jedną laską. Blondi w białej sukience. Strasznie chuda i blada – wyjaśniła pobieżnie Ala, szukając wzrokiem swojej rozmówczyni wśród tłumu na szkolnym korytarzu. Po tajemniczej nieznajomej nie było śladu, zupełnie jakby rozpłynęła się w powietrzu.
- Co? – zdziwiła się Lena. – Nikogo tutaj nie było. Siedziałaś sama. Widziałyśmy cię, idąc korytarzem.
- Może przysnęłaś – dodała Marta. Obie patrzyły na Alicję, wyraźnie zaniepokojone jej dziwnym zachowaniem.
- Niemożliwe... Mogłabym przysiąc, że jeszcze minutę temu z nią rozmawiałam.
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Pędzipióro
Posty: 792

Odcienie szaleństwa

Post#2 » 10 paź 2016, o 14:44

Karen pisze:
 Rozwiń, aby przeczytać
Pięć lub sześć godzin krótkiego snu i cały cykl zaczynał się od początku. [sześć godzin to i tak mało snu, nie ma potrzeby pisać, że sen jest krótki]
Tęskniła za normalnością. Jednak ona i normalność miały niewiele wspólnego. [Tęskniła za normalnością, z którą nie miała zbyt wiele wspólnego]
Energiczne, głośne i zadziorne usposobienie blondynki nijak nie pasowało do subtelnej urody drobnej dziewczyny o złotych lokach, niebieskich oczach i porcelanowej cerze. [Rozbiłbym na dwa zdania opis wyglądu. ]
Po prawdzie, [ A nie "Tak naprawdę?", albo "Prawdę mówiąc"? Po prawdzie dziwnie brzmi... ]to Gośka potrafiła być naprawdę irytująca. Była jak dziecko, które nie potrafi usiedzieć na miejscu i ciągle zadaje niewygodne dla dorosłych pytania. Jednak jedno trzeba było Gosi przyznać – w jej towarzystwie nikomu nie groziła nuda.
Drugą kobietą dzielącą szpitalną salę z Alicją [ Drugą współlokatorką Ali była... ] była pani Beata, która nie wyglądała na zainteresowaną najnowszymi plotkami z życia oddziału. W sumie, {to} nie wyglądała na zainteresowaną niczym prócz oddychaniem [chyba "oddychania"] .
Twarz o trochę za ostrych kątach [może:"rysach?"] pokrywał trzydniowy zarost, a przydługie czarne włosy sterczały [na wszystkie strony] każdy w inną stronę, bezgłośnie błagając o pomoc fryzjera.

- Po prawdzie, to wolałby[wolałbym?], żebyśmy zaczęli od samego początku. Poznali się [bez nawzajem chyba]nawzajem, żebym miał szansę zdobyć twoje zaufanie.


No cóż... Zemsta jest słodka... Komentarz za komentarz. :twisted:
W spoilerze znajdują się rzeczy, które wyłapałem i moim zdaniem są one warte głębszej analizy ze strony Autora. :)
Wybacz, jeśli jest ich zbyt wiele, mogę się mylić, czepiać się bezzasadnie. Po prostu nie znaczy, że są złe, zwyczajnie zastanowiły mnie...
Fabuła: bardzo mi się podoba, (choć opis Zakrzewskiego w I wersji był chyba lepszy ;) ). Masz we mnie stałego pac... pardon, czytelnika. :)
Pozdrawiam serdecznie,
Graf
Ps Stopy są bose, nie nagie. Raczej... :)
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 776
Wiek: 23

Odcienie szaleństwa

Post#3 » 10 paź 2016, o 15:21

Dzięki za uwagi, poprawię jak do domu wrócę. :) Co do osoby ordynatora, to też masz rację. Trzeba mu odjąć resztę dobrych cech charakteru xD
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1996

Odcienie szaleństwa

Post#4 » 11 paź 2016, o 15:18

Aż musiałam się cofnąć i przeczytać pierwszą wersję, z samej ciekawości, co postanowiłaś pozmieniać. Widzę, że trochę postarzyłaś Alę w momencie, kiedy pojawiły się pierwsze objawy - zamiast rozpoczynać liceum, rozpoczyna studia. Ciekawa jestem, dlaczego?
Wprawdzie w poprzedniej wersji narracja płynęła bez jakichś większych zgrzytów, tym razem udało Ci się to napisać nawet lepiej, jestem pod wrażeniem :D Pod względem fabularnym, cóż, trudno mi napisać cokolwiek, czego nie napisałam wcześniej, więc pozostaje mi tylko czekać na ciąg dalszy.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 776
Wiek: 23

Odcienie szaleństwa

Post#5 » 11 paź 2016, o 18:47

Dzięki za komentarz, Lailerosse. Miło mi, że nadal Ci się podoba i wciąż masz ochotę czytać moje wypociny :D
Co do wieku Ali - ot, postawiłam na trochę dojrzalszą bohaterkę, żadnych ukrytych zamiarów w tym nie ma :D Poza tym samajestem w tym wieku. Moje studia są dla mnie bardzo ważne (nie żebym uwielbiała uczyć się po nocach, ale dużo czasu i pracy poświęciłam, żeby się dostać właśnie na ten kierunek), więc chyba łatwiej mi utożsamić się ze ''studencką wersją'' Ali - sama byłabym wściekła i zdołowana, gdyby los spłatał mi figla i w jakiś sposób uniemożliwił rozpoczęcie/kontynuację wymarzonego kierunku. ;)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227
Wiek: 28

Odcienie szaleństwa

Post#6 » 20 paź 2016, o 20:20

Tekst już czytałam wczoraj. Zarówno starą dwuczęściową wersję jak i nową.
Musze przyznać, że druga część starej wersji jest najlepsza. Ogromną zaletą jest... ironia właśnie oraz bardzo realistyczny opis życia pacjentów, który wciąga, czyni czytelnika wręcz uczestnikiem tych wydarzeń - to ogromny plus, którego się... pozbyłaś. Nowa wersja jest znacznie gorsza.
Opowiadanie jest całkiem realistyczne, spokojnie mogłoby zagrzać miejsce w prozie obyczajowej. Drobny wątek fantastyczny też mi się podoba - jest wyważony i nienachlany.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 776
Wiek: 23

Odcienie szaleństwa

Post#7 » 23 paź 2016, o 19:40

Poprawiona wersja wrzucona. Wyszło jak wyszło. Więcej poprawiać nie będę, bo i nie ma po co cały czas stać w miejscu. Lecim dalej z tym szajsem :kuku: :mrgreen:
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Echolalia
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 544

Odcienie szaleństwa

Post#8 » 24 paź 2016, o 08:54

Doczekawszy! <jupi>

Zgasiła niedopałek o parapet i wrzuciła go za łóżko

Ale czemu ona tak świni?
twierdziła entuzjastycznie Gosia, która zawsze pierwsza rwała się do rozmowy

Widzę, że chyba wszystkie Gośki tak mają... nawet te wymyślone.
zaraz wróciła do przeglądania facebooka na telefonie

Dużą.

Czekam na ciąg dalszy.

Awatar użytkownika
Grafoman
Pędzipióro
Posty: 792

Odcienie szaleństwa

Post#9 » 24 paź 2016, o 10:02

Poprawiona wersja dużo bardziej mi się podoba.
Mam jednak jedną uwagę: w trakcie pisania zmienilas nazwisko ordynatora. (Chyba że i ja zaczynam mieć przywidzenia> :)) Na początku obchodu nazywasz go Olszewskim, na końcu zaś Zakrzewskim. Czy to jakiś początek metamorfozy? :)
Weny życzę i pozdrawiam!
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 776
Wiek: 23

Odcienie szaleństwa

Post#10 » 24 paź 2016, o 10:51

Dzięki, błędy poprawię w domu.
Nie za dużo tej ironii i niewybrednego humoru? :kuku:
Graf, weny raczej nie będzie mi brakować, bo właśnie skończyłam pierwsze zajęcia w szpitalu psychiatrycznym :-o
Echolaila: faktycznie, jak się nad tym zastanowić, to wszystkie Gosie, które znam takie są. :D Co zabawne, bo imię wybierałam przypadkowo.
Secundo, nie wiem czemu tak świni, chyba należy jej się za to opieprz, nie? ;)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Wróć do „Wyróżnione”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość