Manekiny

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Outsider
Autor miesiąca
Posty: 27
Wiek: 22

Manekiny

Post#1 » 5 maja 2017, o 00:58

Nywym czy to dobry dział, bo ni to proza obyczajowa, ni to fantastyka, tylko taki bardziej realizm magiczny. Miłego czytania :)

MANEKINY

Mieszkam w galerii handlowej, wyrosłej na szkielecie starego browaru. Jest ogromna. Współczesna świątynia, gdzie zamiast antycznych posągów stoją dumnie manekiny. Wyrzeźbiono mnie, skrupulatnie odmierzając każdą proporcję, dopieszczając każdą wklęsłość i wypukłość, na obraz ideału. Człowieczy Bóg chyba nie był szczególnie uzdolnionym plastykiem, stwarzając ludziom krępe cielska, zgarbione plecy, krzywe nogi, za duże nosy - albo zrobił to z czystej złośliwości. To pewne, że stwórca manekinów miał więcej talentu i szczodrości. Spójrzcie tylko! Moja skóra, wypolerowana zębami szlifierek, jest gładka jak tafla lodu. Łabędzia szyja, ostra linia obojczyków i sinusoida pleców tworzą wspaniałe rusztowanie dla zwiewnych, delikatnych tkanin. Moje usta to misterny zawijas, wargi na zawsze rozchylone lekko w tej uwielbianej przez świat mody, na poły kuszącej, na poły tajemniczej ekspresji - jakże odmienne od waszych warg, cienkich, zaciśniętych w codziennym wyścigu niezałatwionych spraw albo gimnastykujących się po raz setny w jakiejś kolejnej, jałowej rozmowie. Ileż wy gadacie!
Moje usta nigdy nie mówią, nie krzyczą, nie kłamią, nie narzekają - no, przynajmniej nie w waszej obecności. Te usta nigdy nie wypowiedzą słów "jesteś brzydka", kiedy oczy, dwie błyszczące kule w cieniu hebanowych stonóg, spojrzą w lustro.
Jestem czymś więcej niż modelki, moje żywe siostry, zamrożone w kliszy na pamiątkę tej sekundy, w której stały się ideałem, pomnikiem bez najmniejszej rysy - ale prawdziwa sztuka to bycie ideałem dzień w dzień, ba, przez całą wieczność. Bo mój czas, wyznaczony przez okres rozpadu tworzywa sztucznego, jest przecież wiecznością wobec waszego czasu, znacznie nadwątlonego przez usterki w genetycznej spirali. Kiedyś wymrzecie, a ja będę stać dalej, za witryną sklepową, na smukłych nogach, z rozchylonymi ustami. Obca cywilizacja, która może tu zawita, zamiast kości, zastanie nieśmiertelne figury z plastiku jako okazy badawcze do poznawania olśniewającej anatomii Ziemian.
Tak sobie fantazjuję, patrząc na przesuwające się za szybą mrowie ludzi i wielkich, pstrokatych reklamówek z nowymi ubraniami. Spoglądają na wystrojonego manekina i myślą: "tak muszę jutro wyglądać!". Jednak z czasem okazuje się, że nowa kolekcja z Zary nie leży równie elegancko jak na dystyngowanie wygiętej lalce. Albo traci swój polot, jakąś nieuchwytną świeżość, przeglądana wiele razy w lustrze, brzydnie i flaczeje niczym starzejąca się twarz. I wtedy stwierdzają, że trzeba kupić coś nowego. Pożądają zapachu świeżości, w którym pławię się każdego dnia.
Dziś mam na sobie cynamonowe spódnicospodnie, pod nimi emalię ciemnych rajstop, eksponującą długie nogi wsparte na wysokich koturnach - majestatyczna bogini na panteonie urody i stylu. Szyku dopełnia zamszowy płaszczyk, bluzka z jedwabiu i aksamitna apaszka, przerzucona przez ramię.
Lubię być ubierana, rozbierana, i znów ubierana, we wciąż nowsze, zapierające dech w piersiach kreacje - tak łatwo się rozpłynąć w świecie tkanin, wzorów i odcieni! Lubię dotyk dłoni i materiałów, pieszczących moją plastikową skórę, lubię pełne pragnienia i zachwytu spojrzenia, ślizgające się chciwie po moich perukach, żakietach, sukienkach, torebkach.
Czasami dziewczyny pracujące w sklepie mylą mnie z kimś żywym. Kręcąc się wczesnym rankiem, przed otwarciem galerii, wokół ubrań i manekinów, zdarza się którejś wpaść na mnie i westchnąć ze śmiechem:
- Przez chwilę myślałam, że to człowiek.
*

Mieszkam w szklanym domu, gdzie labirynt korytarzy pożera i wypluwa tysiące gości każdego dnia. Mieszkam w mechanicznym organizmie, metabolizującym pieniądze na paragony. W pałacu manekinów.
Gdy zapada noc i w galerii zieją pustki, szepczemy do siebie:
- Pięknie wyglądasz, Błękitna Sukienko.
- Ty także prezentujesz się wspaniale, Koronkowa Pończoszko!
- Chciałabym kiedyś być taka jak ty, Skórzana Kamizelko z Drobnymi Ćwiekami.
Manekin w skórzanej kamizelce macha do mnie z naprzeciwka swoimi smukłymi palcami, nogi w sklepie z bielizną podrygują w rytmie krakowiaka, kukły w balowych sukniach tańczą walca. Ich powolne, zacinające się ruchy przypominają maszyny, którym przepaliły się obwody.
*

Przeglądam się w odbiciu szyby. Pastelowa, rozkloszowana sukienka w stylu Lolity leży doskonale. Miękki i gładki materiał otula moją talię, wytworne poły spływają promieniście wokół bioder - mam ochotę poruszyć nimi choćby lekko, leciutko. Zakręcić się jak baletnica.
I wtedy dostrzegam ją. Stoi vis a vis, za witryną innego sklepu, całkowicie odsłonięta w tłumie na jedną chwilę. Ma na sobie identyczną sukienkę - nie, jednak nieco inną. Mój kolor to banalna, tandetna mięta. Jej - nieokreślony, cudownie zawieszony między błękitem a pistacjową zielenią. Przy jej materiale, mój wydaje się być lichą, zmiętą szmatką. Och tak, jest zdecydowanie gładszy, bardziej miękki, bardziej kosztowny! I te kunsztowne, koronkowe wstawki...
Z pewnością jest trzy razy droższa, ale to nieistotne. Żadna z kobiet, przechodzących obok, nie może oprzeć się jej czarowi. Choćby było tysiąc innych podobnych i choćby miała niemalże identyczną w swojej szafie - musi ją kupić. To tylko materiał, splecione autostrady cieniutkich, pajęczynowatych nitek, które pojedynczo są takie same - lecz gdyby rozpatrywać wszystko pojedynczo, okazałoby się, że nasz świat jest tylko agregatem z jednakowych, atomowych wydmuszek. A to przecież niewyobrażalne!
Coś mnie kłuje w piersi, coś się wije, coś gotuje. To nie do wytrzymania. Mieszkam w szklanym domu, w którym... a gdyby to całe szkło zbić? Ach, jak cudownie by się biło! Bo tu szkło wszędzie, zgodnie z ideą, że wszystko, co piękne, musi być na widoku. Słońce wychodzi zza chmur, i wtedy wpada mi do głowy taka myśl...
Podobno światło potrzebuje ośmiu minut, aby ze słońca przylecieć do Ziemi. Co oznacza, że gdyby słońce eksplodowało, tutejsza zagłada zostałaby odroczona conajmniej o osiem minut - zobaczcie, ludzki Bóg ma jednak w sobie trochę szczodrości! W jądrze słonecznym, gdzie kocioł jest tak wielki, że pierwiastki wodoru zamiast odbijać się nawzajem, zlepiają, wpadłszy na siebie i rodzi się hel, zostaje wysłana wiązka fotonów, każda o innym celu, specyficznym przeznaczeniu.
Tak oto wystrzelony promień przedziera się w mroku kosmosu, niczym rolnik przez wysokie, zszarzałe pędy kukurydzy, po ośmiu minutach penetruje atmosferę ziemską, by w końcu liznąć swym ciepłym językiem szklany dach galerii handlowej, wyrosłej na szkielecie starego browaru. Przeciska się przez niewidzialną barierę, jedną, drugą, trzecią, i wreszcie ostatnią - szybę mojego sklepu. Promień ma też swoich słonecznych braci, wysłanych, by dotrzymać mu towarzystwa. Teraz słońce jaśnieje w pełnej krasie i galeria handlowa jest gigantyczną, skomplikowaną soczewką, narzędziem mojej zbrodni.
Mikroskopijne ognisko potrzebuje rozpałki, chwytam więc rąbek spódnicy - na którą i tak nikt nie zwraca uwagi! - podsuwam łatwopalny materiał do punktu świetlanego skupienia i czekam. Jak dziecko kuszone przez pudełko z zapałkami na najwyższej półce w kuchni.
Serce wali jak młotem - waliłoby, gdybym je miała - kiedy z sukienki zaczyna się wić w górę cieniutka wstążka dymu. Gdybym miała zakończenia nerwowe, poczułabym muśnięcie ciepła na udzie, z wolna narastające, poszerzające swoją strefę, nieznośne plateau, aż wreszcie iglica gorąca poraziłaby złącze w rdzeniu kręgowym, najpierwotniejszy mózg, zmuszając do cofnięcia ręki.
Czekam dalej, gdy sukienka zaczyna skwierczeć i pierwsze płomienie wysuwają łapczywie swe języki. Ogień chwyta rzędy spodni, wiszące na pobliskim stojaku, w mgnieniu oka pali się cała wystawa. Podnoszą się krzyki, ludzie uciekają w popłochu jak stado dzików, a we mnie jest tylko jedna myśl: niech spłonie. Niech moje płomienie dosięgną tę jej przeklętą sukienkę.
*

Głuchy miarowy łoskot zwalnia swój rytm, gdy śmieciarka dociera na miejsce. Łup-łup. Łup-łup. Ostatnie uderzenia potężnego, żelaznego serca dogorywającej maszyny. W środku jest zupełnie ciemno i wszystko, co tu się znajduje, gruchocze o ściany.
Stajemy. Przeciągły zgrzyt trwa nieskończenie, gdy otwierają się tylne skrzydła. Wysypują nas na kupę gruzu i odjeżdżają.
Leżę naga na stosie poczerniałych manekinów, a wysoko nade mną wrony leniwie zataczają koła. Jesteśmy piękne. Wyrzeźbiono nas, dbając o każdą proporcję, o każdą wklęsłość i wypukłość. Mamy identycznie długie nogi, wyprostowane ramiona, wystające kości policzkowe, rozchylone usta. Mamy identyczne wcięcia w talii, wyliczone z doskonałą precyzją. Leżąc na wysypisku śmieci, szepczemy do siebie:
- Pięknie dziś wyglądasz.
- Ty też wyglądasz wspaniale.
- Właściwie to jak mam was nazywać? - pytam znienacka. - Teraz, bez ubrań jesteśmy takie same. To znaczy... wyglądamy tak samo. Ale czy jesteśmy?
Jedyna odpowiedź to krakanie wron.
- Nie podoba mi się to. - Dodaję.
Niebo ciemnieje, ukośny deszcz zaczyna siekać w blachy. Jeden z manekinów wyskakuje z pomysłem:
- To może niech każda zmieni w sobie coś, tak żeby każdą coś wyróżniało?
Nie zastanawiamy się długo. Chwytam kawałek szkła i poszerzam drugiej lali uśmiech, ta w odpowiedzi podbija mi oko. Błyszcząca kulka z wymalowaną błękitem tęczówką, skacze po złomie, spada na ziemię i toczy się długo, po czym znika w ciemności.
Nie mija chwila, a reszta manekinów rzuca się na siebie, szarpie, wykręca nawzajem kończyny, łamie nosy, drapie, zadaje szramy i wybija oczy. Cena za osobowość jest bolesna, ale nieunikniona. Gdy szamotanina cichnie i drobiny kurzu opadają, wirując w szarej poświacie zmierzchu, każda z nas nosi jakieś imię.
Tyg­ry­sy gniewu są mądrzej­sze niż rumaki wiedzy.
William Blake

Tagi:

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 59

Manekiny

Post#2 » 5 maja 2017, o 12:34

Ciekawe. Przypomina mi trochę jeden z odcinków serialu "Strefa mroku", tego z lat 80.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Awatar użytkownika
Outsider
Autor miesiąca
Posty: 27
Wiek: 22

Manekiny

Post#3 » 5 maja 2017, o 13:21

Shiloh, obejrzę kiedyś, zaintrygowałeś mnie :D
Tyg­ry­sy gniewu są mądrzej­sze niż rumaki wiedzy.
William Blake

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 794

Manekiny

Post#4 » 5 maja 2017, o 14:24

Bardzo podobał mi się Twój tekst. Świetny, oryginalny pomysł, dający szerokie pole do przemyśleń i wyciągania wniosków, dobre wykonanie. Znakomite zakończenie.

majestatyczna bogini na panteonie urody i stylu.

Teoretycznie powinno być „w panteonie”.

Jej - nieokreślony, cudownie zawieszony między błękitem a pistacjową zielenią. Przy jej materiale, mój wydaje się być lichą, zmiętą szmatką.

Powtórzone „jej”.

Co oznacza, że gdyby słońce eksplodowało, tutejsza zagłada zostałaby odroczona conajmniej o osiem minut - zobaczcie, ludzki Bóg ma jednak w sobie trochę szczodrości!

„co najmniej”

- Nie podoba mi się to. - Dodaję.

- Nie podoba mi się to - dodaję.

Adeptus Gedeon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Manekiny

Post#5 » 5 maja 2017, o 14:50

Ciekawy tekst, nie do końca w moim guście, ale z pewnością nieźle pomyślany i napisany.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 842
Wiek: 23

Manekiny

Post#6 » 5 maja 2017, o 19:18

Ciekawy, oryginalny pomysł. Dobre wykonanie. Dziwaczny sposób rozumowania manekinów tylko dodaje smaczku. Przeczytałam z przyjemnością i w sumie, to nie mam do czego się przyczepić. ;)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Outsider
Autor miesiąca
Posty: 27
Wiek: 22

Manekiny

Post#7 » 5 maja 2017, o 19:29

Karen pisze: Przeczytałam z przyjemnością


To chyba najmilszy komplement jaki autor może przeczytać :)

Dziękuję wam, kochani! :)
Tyg­ry­sy gniewu są mądrzej­sze niż rumaki wiedzy.
William Blake

Ewelina

Manekiny

Post#8 » 16 cze 2017, o 18:56

http://spisekpisarzy.pl/2016/02/cwiczenie_14.html

Mam wrażenie, że widziałaś ten temat.


Mam więc mieszane uczucia, bo pomysł, podejrzewam( choć stuprocentowej pewności nie mam) nie jest twój.

Awatar użytkownika
Outsider
Autor miesiąca
Posty: 27
Wiek: 22

Manekiny

Post#9 » 17 cze 2017, o 00:02

Ewelina pisze:http://spisekpisarzy.pl/2016/02/cwiczenie_14.html

Mam wrażenie, że widziałaś ten temat.


Mam więc mieszane uczucia, bo pomysł, podejrzewam( choć stuprocentowej pewności nie mam) nie jest twój.


Na tego bloga natrafiłam dopiero po napisaniu tego opowiadania, bo ktoś inny już zauważył tę zbieżność. Na pierwszy rzut oka trochę dziwny zbieg okoliczności, ale jakby pomyśleć, pomysł na animizację obiektu nieożywionego, lecz przypominającego człowieka, nie jest aż tak bardzo wyszukany :) A na pomysł wpadłam, szukając na aukcjach internetowych manekina, którego chciałam przerobić na coś w rodzaju rzeźby.. takie dziwne hobby :)
Tyg­ry­sy gniewu są mądrzej­sze niż rumaki wiedzy.
William Blake

Ewelina

Manekiny

Post#10 » 18 cze 2017, o 14:14

W porządku.
Utwór jest bardzo dobrze napisany. Masz nim dużo do powiedzenia.

Nikt się nie pokusił o interpretację, więc ja to zrobię.
Za pomocą metafory piszesz o ludzkim świecie, w którym występuje pęd za idealnością, spełnianiem cudzych wymagań - to głownie dotyczy kobiet, ale mężczyzn także, jeśli brać pod uwagę np., nacisk na wysokie zarobki, prestiż. Z racji tego wyścigu ludzie nie zadowalają się tym, co już posiadają, chcą więcej i więcej, i chciwość ich gubi. A także owa idealność nie daje im szczęścia, bo końcu odkrywają, że prawdziwą wartością jest być sobą, być jedynym w swoim rodzaju, a nie gonić za aspiracjami świata i kanonami; ale gdy całe życie pragnęło się być idealnymi, czy też dopasowanymi do cudzych wymagań, trudno jest zacząć być sobą, trudno się różnić - człowiek czuje się jak śmieć na złomowisku i jest sfrustrowanym wrakiem - taka jest cena za obsesyjne dążenie do doskonałości obracanie się w świecie złudnej idealności. Niestety takie zgubne wzorce lansowane są przez modeling, media, niektóre gwiazdy i oczywiście producentów przemysłu kosmetycznego, a niekiedy nawet przez osoby najbliższe itd.

Mogłabyś napisać opowiadanie o bohaterce, która przerabia manekiny na rzeźby, na pewno byłoby oryginalne. Dlaczego takie hobby - skąd się wzięło?

Wróć do „Wyróżnione”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość