Alicja w Krainie Czarów - rozdział II

Okruchy realizmu. Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 769
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział II

Post#1 » 31 paź 2016, o 17:23

Część poprzednia
Część następna


Rozdział II

- Gasimy światło! – zmęczony głos pielęgniarki odbił się echem po opustoszałym korytarzu. Jak na komendę, wszystkie żarówki zgasły jednocześnie i szpitalne sale utonęły w ciemnościach. Alicja wyszła z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi, żeby nie obudzić współlokatorek. Wiedziała, że nie zaśnie przed dwudziestą czwartą, więc usiadła się na równie starej, co niewygodnej ławce i wróciła do lektury szóstego tomu „Harry’ego Pottera”. Niestety pomimo wielokrotnych pobytów na oddziale zamkniętym nie zdołała wyćwiczyć nabytej przez wielu stałych pacjentów umiejętności zasypiania na życzenie o każdej porze dnia i nocy. A czytanie – obok spania – to jeden z dwóch najlepszych sposobów na zabicie czasu, który w szpitalu ciągnął się niczym guma przyklejona do podeszwy buta.
Jednak nie było jej dane poczytać w spokoju. Z dyżurki wyjrzała pielęgniarka, żeby sprawdzić, kto o tej porze kręci się po korytarzu. Ala odruchowo podniosła głowę, słysząc przeciągły jęk nienaoliwionych zawiasów.
- Ej, młoda, a ty tu co?! Wracać mi do łóżka i to już! – syknęła przez zaciśnięte zęby. Miało wyjść władczo i rozkazująco, ale zabrzmiało co najwyżej śmiesznie. Przynajmniej dla Ali, bo sanitariuszka była niewiele starsza, jeśli nie w tym samym wieku, co dziewczyna. Alicja wcześniej jej nie spotkała, zgadywała więc, że kobieta dopiero zaczęła pracę na oddziale zamkniętym.
Nawet nie zdążyła wymyślić odpowiednio wrednej riposty, bo do akcji wkroczyła druga pielęgniarka.
- Aśka, co się tak drzesz?! Dziewczyny próbują spać. – Ala od razu rozpoznała głos oddziałowej. Urszula wyjrzała zza uchylonych drzwi. Miotające gromy spojrzenie, potargane czarne loki i koc narzucony na ramiona świadczyły, że między innymi to właśnie ona została obudzona.
- Daj dziewczynie czytać i chodź oglądać serial. Leci powtórka „NCIS”.
- A-ale… - Ala powstrzymała uśmiech. Młoda pielęgniarka, wcześniej mocna w gębie, teraz nie wiedziała, co powiedzieć. Najwidoczniej oczekiwała zupełnie innej reakcji ze strony przełożonej. – Ale… Przecież regulamin…
- Alicja to nasza stała bywalczyni – wyjaśniła Ula, mrugając przy tym porozumiewawczo do dziewczyny. – I jeśli chce, to może sobie czytać książkę nawet i do bladego świtu – stwierdziła z ciepłym uśmiechem, ale twarde spojrzenie jasno mówiło, że nie będzie tolerować kolejnych komentarzy. Młodsza sanitariuszka potulnie wróciła do dyżurki pielęgniarskiej. Oddziałowa uśmiechnęła się przepraszająco do Ali, po czym również zniknęła za drzwiami.
Alicja otworzyła książkę, szukając strony, na której skończyła, bo oczywiście jak zwykle zapomniała zakładki. Jednak ledwie zaczęła czytać, usłyszała zbliżające się kroki. Po chwili zza rogu wyjrzał starszy pan. Głośno szurając kapciami, powoli szedł w stronę Ali, lecz nieobecne spojrzenie mętnoszarych oczu mówiło, że nie zdawał sobie sprawy z obecności dziewczyny. Sędziwy mężczyzna wyglądał co najmniej makabrycznie we flanelowej piżamie poplamionej krwią. Czerwona posoka spływała od rękawa, przez bok koszuli, aż do samego końca nogawki. Sprawca upiornej stylizacji – wyrwany wenflon – wisiał na kawałku plastra przylepionym do wewnętrznej strony przedramienia.
- Wlazł kotek na płotek i mruga – podśpiewywał pod nosem, wyklaskując rytm piosenki. Przy każdym uderzeniu dłoni kolejne czerwone krople spadały na posadzkę.
- Taka to piosenka niedługa. – Powłócząc nogami, rozmazywał krew na podłodze. – Nie długa, nie krótka, a w sam raz…
Ala odłożyła książkę na bok, po czym podeszła zapukać do pokoju pielęgniarek. Drzwi uchyliły się i przez szparę wyjrzała oddziałowa.
- Pan Stasiek znowu imprezuje – wyjaśniła Alicja w odpowiedzi na pytające spojrzenie kobiety. Obie popatrzyły w głąb korytarza. Staruszek właśnie tańczył walca z niewidzialną partnerką. Teraz dla odmiany nucił pod nosem melodię pasującą do rytmu tego eleganckiego tańca.
Pielęgniarka podeszła do emeryta i delikatnie wzięła go pod rękę.
- Już późno, panie Stasiu. Noc jest od spania. Wracamy do pokoju – powiedziała łagodnie, ale stanowczo. Kilka minut później starszy pan już leżał w łóżku, przebrany w czystą piżamę i z zaklejoną dziurą po wyrwanym wkłuciu. Urszula cicho zamknęła za sobą drzwi i odwróciła się do Alicji.
- Ty też powinnaś już się położyć – stwierdziła z zatroskanym uśmiechem. Zawsze ciepło traktowała pacjentów. Miała cierpliwość i empatię, której niestety brakowało większości pracowników szpitala.
- Nie zasnę. W ogóle nie jestem senna. Jeszcze trochę poczytam. - Ala wzięła do ręki książkę.
- Może chcesz coś na sen? – zaproponowała Ula.
- Nie. Już prędzej wolę chodzić niewyspana. Jak wezmę tabletkę, to cały następny dzień będę przymulona. – Za dobrze pamiętała, jak beznadziejnie działały na nią środki nasenne – najpierw pół nocy nie spała, czekając aż lek zacznie działać, a potem drzemała do wieczora.
- Okej, jak chcesz. Tylko nie siedź zbyt długo – rzuciła na odchodne oddziałowa.
Pielęgniarka wróciła do dyżurki, a Ala do swojej lektury. Ciszę na korytarzu zakłócał jedynie szmer przewracanych stron i dziwne dźwięki typowe dla starych budynków – niewyjaśnione skrzypnięcia i stukoty, do których już dawno przywykła. Minuty flegmatycznie wlokły się jedna za drugą. Nawet nie zauważyła, kiedy ogarnęła ją senność, a powieki same zaczęły się zamykać. Przysnęła z książką na kolanach i przechyloną na bok głową, co gwarantowało zarówno niewyspanie, jak i jutrzejszy ból szyi.
Przebudziła się, gdy niebo za oknem już szarzało. Musiało być około piątej. Zamrugała kilkakrotnie, jedną ręką rozmasowując zdrętwiały kark. Kilka świateł na korytarzu automatycznie zgasło w celu oszczędzania energii. Sztuczny blask dawały tylko pojedyncze żarówki rozmieszczone na obu końcach holu. Znajomy odgłos szurania butów na posadzce zakłócić ciszę. Ala od razu wiedziała, kto ją obudził.
Zaklęła pod nosem, psiocząc na pana Stanisława i jego nocne eskapady. Ruszyła korytarzem w kierunku, z którego dochodził hałas. Nie było potrzeby budzić pielęgniarek. Sama mogła ogarnąć staruszka. Z jego strony nie musiała się niczego obawiać. Żył w swoim własnym świecie i czasem zupełnie tracił kontakt z rzeczywistością, ale oprócz tego był zupełnie niegroźny. Więc jedyne, co mogło grozić Ali to, że emeryt pomyli ją z młodym wspomnieniem zmarłej żony i zaprosi na dancing poprzedzony romantyczną kolacją. Ta myśl wywołała nikły uśmiech na twarzy dziewczyny. Skręciła za róg i stanęła jak wryta. Korytarz był pusty. A mogłaby przysiąc, że słyszała kroki…
Potrząsnęła przecząco głową. Głęboki wdech i wydech. Chociaż nie chciała dopuszczać do siebie takiej ewentualności, to wyglądało na to, że chora wyobraźnia znowu dawała o sobie znać. Ściśnięty żołądek i hiperwentylacja wywołały mdłości. Niepewnym krokiem weszła do łazienki. Jak na ironię to obskurne pomieszczenie było w zasadzie jedynym miejscem, gdzie pacjenci oddziału zamkniętego mogli pobyć chwilę w samotności. Kafelki gdzieniegdzie odprysły, odsłaniając czarny nalot pleśni na ścianach. Stara pokrywka od sedesu leżała na ziemi, porzucona w kącie pomieszczenia, a przekrzywiona umywalka ostatkami sił trzymała się ściany. Jednak najgorszy był prysznic – kawałek podłogi z lekkim ukosem, zagrzybiona kratka odpływu, która wiecznie się zapychała i goła rura lubiąca znienacka chlusnąć lodowatym strumieniem.
Ala ochlapała twarz zimną wodą i podniosła głowę, patrząc w oczy dziewczynie stojącej po drugiej stronie lustra. Wymownym spojrzeniem zasugerowała starej znajomej, że wygląda nieciekawie, a tamta odpłaciła tym samym. Nie mogła się nie zgodzić. Zawsze była szczupła, ale od przyjazdu do szpitala drobne ramiona zrobiły się wręcz kościste. Pozbawiona słońca skóra przybrała nienaturalnie blady odcień, a długie włosy w kolorze gorzkiej czekolady straciły swoją pierwotną gęstość i zdrowy blask. Podsumowując, wyglądała jak śmierć na wakacjach.
Odgłos naciskanej klamki wyrwał Alę z zamyślenia.
- Zajęte! – krzyknęła, poirytowana. Ze względów bezpieczeństwa toaleta nie była zamykana. Zamiast tego na zewnątrz wisiała obustronna karteczka z napisami „wolne” i „zajęte”, ale jak widać niektórzy mieli spore problemy w czytaniu ze zrozumieniem. Klnąc pod nosem, wyszła z łazienki. Czekało na nią tylko zaskoczenie, bo na zewnątrz było pusto. Skręciła w kolejną odnogę korytarza, rozglądając się nerwowo, chociaż już przeczuwała, że nikogo nie zobaczy. Niespodziewanie poczuła łzy cisnące się do oczu. Zacisnęła powieki, żeby je zatrzymać. Teraz była już niemal pewna, że choroba wróciła. Wredna zdzira. Najpierw zniknęła na dwa tygodnie – niby nie długo, ale dość, żeby wzbudzić w Ali nadzieję na dłuższy okres względnego spokoju. Tylko po to, żeby wrócić niespodziewanie, bezczelnie drwiąc sobie z dziewczyny.
Weszła do sali i dosłownie padła na łóżko, nagle zaatakowana przez nienaturalne wyczerpanie. Tym razem zasnęła szybko, jednak cień niepokoju pozostał i zaburzał sen, jeszcze wielokrotnie ją budząc, nim nastał świt.
***
Punkt czternasta sale chorych opustoszały, a wszyscy pacjenci zebrali się w świetlicy. Stołówka zdecydowanie zasługiwała na miano centrum szpitalnego życia towarzyskiego, choć określenie to nie uniknęło nuty ironii. Powodem tak niedorzecznej popularności jadalni był nie kto inny, jak sam telewizor – jedyny na całym oddziale. Nowoczesny płaski ekran podwieszony do sufitu wyglądał wręcz nierealnie w zestawieniu z wypłowiałą tapetą w zielono-żółte paski i PRL-owskimi meblami, których stan i wiek sugerowały, że zwinięto je z wystawki pod śmietnikiem.
Alicja niechętnie podeszła do okienka, żeby odebrać swoją przydziałową porcję. Na plastikowym talerzu wylądowały niedogotowane ziemniaki, papka z bliżej niezidentyfikowanych warzyw i kotlet schabowy tradycyjnie przypalony z jednej strony, a z drugiej – dla równowagi – niedosmażony. Wzięła tacę i ruszyła powoli między długimi rzędami stolików, wypatrując wolnego miejsca.
- Hej, młoda! Tutaj!
Ala odwróciła głowę w stronę, z której dochodził znajomy męski głos i zobaczyła Zbigniewa. Odpowiedziała uśmiechem i zaczęła przepychać się do jego stolika. Kilku potraktowanych z łokcia pacjentów nieco głośniej wyraziło swoją dezaprobatę, chętnie przy tym używając łaciny. Jednak nie było potrzeby zawracać sobie nimi głowy – zachowywali się jak tchórzliwe psy, które ujadają najgłośniej, żeby dodać sobie animuszu, ale nie odważą się ugryźć.
- Dzień dobry – przywitała Zbyszka, siadając naprzeciwko. Starszy mężczyzna był jednym z niewielu pacjentów, z którymi Ala szybko się zaprzyjaźniła. Po prostu nie dało się z nim nudzić, co można wywnioskować już po oryginalnym wyglądzie emeryta. Pierwsze, co rzucało się w oczy, to okazała broda i długie siwe włosy opadające na zgarbione pod ciężarem wieku plecy osiemdziesięciolatka. Wizerunku metalowca dopełniały czarna skórzana kamizelka ozdobiona naszywkami z logami zespołów heavy-metalowych i sprane do szarości wojskowe spodnie. Pielęgniarki już dawno poddały się i zrezygnowały z bezowocnych prób przekonania seniora do założenia piżamy lub dresów, które wpisywały się w szpitalny dress code. Jedyne, co udało im się wynegocjować, to zamiana ciężkich glanów na trampki. Podsumowując, Zbigniew nadal nosił w sercu rock’and’rollowe lata osiemdziesiąte i za to właśnie Ala go uwielbiała.
- Pomożesz mi, młoda? – Nachylił się w stronę dziewczyny, pokazując telefon komórkowy z odpaloną stroną główną Facebooka. – Nie mam pomysłu, co dzisiaj dodać.
Uśmiechnęła się wymownie. No tak, mogła to przewidzieć. Od kiedy wnuczka kupiła Zbyszkowi smartfona i nauczyła go surfować po internecie, to emeryt pół dnia spędzał z nosem przyklejonym do ekranu. Jak można się domyślić, najbardziej wciągnął go popularny portal społecznościowy z twarzą i książką w nazwie. Dodał wszystkich znajomych, nie wyłączając tych z oddziału i codziennie konsekwentnie katował ich rockowymi klasykami.
Co jak co, czasem nie wiedział, który jest rok i wierzył, że są ostatnimi ocalałymi ludźmi na Ziemi, a na zewnątrz grasują krwiożerczy zombie. Lecz nawet wtedy pamiętał, żeby wejść na Facebooka i udostępnić kolejną piosenkę – „bo trzeba dbać o edukację muzyczną przyjaciół”! Ala uśmiechnęła się na tą myśl. Staryszek był po prostu niemożliwy.
- No, jakieś pomysły? – Zbigniew ponowił pytanie, wyraźnie zniecierpliwiony.
- Hmm – mruknęła pod nosem, niemrawo gmerając plastikowym widelcem w talerzu, jakby przerzucanie kawałków jedzenia mogło poprawić smak lub wygląd dania.
- Może „Master Of Puppets” Metalliki? – po chwili namysłu zaproponowała jedną z piosenek ulubionego zespołu.
- O, dawno ich nie słuchałem! Dobry pomysł! – Zbyszek od razu zaczął szukać utworu na YouTube. Z kolei znudzona Alicja odruchowo pokierowała wzrok w stronę telewizora. Dół ekranu częściowo zasłaniały zadarte do góry siwe głowy. Dwa stoły ustawione tuż pod telepudłem zajmowali emeryci, którzy już na stałe zaanektowali symbol władzy ludu – pilot od TV.
To właśnie Dream Team życiowych weteranów codziennie okupował stołówkę. Emeryci konsekwentnie odgniatali sobie tłuste od cellulitu tyłki na niewygodnych plastikowych krzesłach, dopóki po dwudziestej nie przyszły pielęgniarki, żeby wygonić ich do pokoi. Inna sprawa, że co najmniej połowę z tego czasu nic nie oglądali, tylko kłócili się o wybór kanału telewizyjnego, co też właśnie miało miejsce. Z urywek toczącej się rozmowy Ala wywnioskowała, że w walka toczyła się między brazylijską telenowelą i meczem siatkówki. Wybór był tak beznadziejny, że nie wiedziała, którą stronę konfliktu dopingować.
- Jest i blondyna! – Zbigniew zamachał do Gosi, która właśnie odebrała swój obiad i ruszyła w ich stronę, przepychając się w wąskiej przestrzeni między stolikami. Alicja nie usłyszała Zbyszka, zaabsorbowana kłótnią staruszków o przyznanie władzy nad pilotem. Obserwowanie tych starych wariatów było milion razy ciekawsze niż filmy lecące w telewizji.
Jedna z emerytek należących do Mafii Pilotowej wstała – co prawda dopiero za piątym podejściem – i ciężkim krokiem ruszyła między stolikami, zaglądając do talerza każdej mijanej osobie. Ala ją kojarzyła. Jolanta, bo chyba tak miała na imię, niemożliwie wręcz opasła kobieta po sześćdziesiątce, znana była z tego, że chętnie raczyła się jedzeniem innych pacjentów, niezależnie czy dodatkowy obiad dostała prośbą czy siłą. Plotka głosiła, że kiedyś posłała na OIOM osobę, która odmówiła oddania swojej porcji. Od tego czasu wszyscy pacjenci, starzy czy nowi, trzęśli przed nią portkami, więc Jola mogła bez przeszkód pracować nad powiększeniem swoich rozmiarów.
Emerytka pochwyciła spojrzenie dziewczyny i ruszyła w jej stronę.
- O kurwa – mruknęła pod nosem Ala.
- Co jest? – zapytał starszy pan, odklejając nos od ekranu komórki. Nie ponowił pytania, bo chwilę później przy ich stoliku stanęła Jolanta. Alicji zrobiło się niedobrze. Wielki jak balon brzuch prawie dotykał jej głowy, a przykrywający go sweter, który materiałem i wielkością przypominał dywan śmierdział starym potem.
- Nie będziesz tego jadła. – W zdaniu wypowiedzianym gburowatym głosem zabrakło znaku zapytania. Alicja zadarła głowę do góry, żeby spojrzeć w oczy śmierci, ale jedyne, co zobaczyła, to fałdy tłuszczu i wielkie obwisłe cycki. Odwróciła wzrok, żałując poprzedniego manewru, bo mdłości tylko przybrały na sile. Zbyszek dyskretnie szturchał ją pod blatem stołu, dając do zrozumienia, żeby oddała Jolce swój talerz. Jednak Ala nie miała zamiaru się przed nikim płaszczyć, a już tym bardziej przed tą wielką flądrą.
- A właśnie, że będę to jadła. Idź sobie szukać ofiary gdzie indziej, Jolka – stwierdziła stanowczo, ale na wszelki przeżegnała się w myśli, chociaż była ateistką. Zbigniew zawtórował jej, modląc się na głos.
- Słucham?! Co powiedziałaś, gówniaro?! - wysyczała przez zaciśnięte zęby rozwścieczona emerytka. Alicja poczuła palce łapiące jej włosy na chwilę przed tym, jak szarpnięcie w górę gwałtownie poderwało ją na równe nogi. Adrenalina wystrzeliła w żyłach dziewczyny, a serce gwałtownie przyśpieszyło. Instynktownie chwyciła pierwszą rzecz, którą miała w zasięgu rąk. W efekcie na twarzy Jolanty wylądowała taca razem z plastikowym talerzem. No cóż, można powiedzieć, że dostała to, co chciała.
- Kurwa mać! Niewychowana smarkula! – Jolka między słowami wypluwała kawałki jedzenia. Aż dziw, że się nie poczęstowała – przeleciało przez myśl Ali.
- Zostaw ją w spokoju,! – krzyknął pan Zbigniew, rzucając się na pomoc. Kobieta niedbale machnęła wolną ręką. Pięść trafiła idealnie w czoło starszego pana, który padł na ziemię jak długi.
- Ala! – Gosia nie była w stanie przedrzeć się przez oddzielający ich tłum. Bijatyka przyciągnęła uwagę pacjentów, którzy stworzyli okrąg wokół walczących kobiet. W stołówce momentalnie zrobiło się gwarnie jak na stadionie podczas meczu. Tylko okrzyki „kibiców” były zgoła inne:
- No, dawaj! Dowal jej!
- Wpierdol suce! Niech ma za swoje!
Nie wiadomo dla kogo był ten mało kulturalny doping. Kilka najbliżej stojących osób tak zaangażowało się w obserwowaną walkę, że pod wpływem emocji przyłożyło komuś obok. Tym sposobem szybko wybuchły kolejne bójki, wypełniając kafeterię wrzaskami i jękami bólu.
- Co tu się odpierdala?! – Doktor Zakrzewski wpadł do stołówki w obstawie pielęgniarek. Wydawać by się mogło, że tak mała grupa ludzi nie ma szans poradzić sobie z całym oddziałem rozjuszonych wariatów, jednak nie minęła chwila, a pacjenci zaczęli padać jak muchy pod ostrzałem igieł.
Alicja postanowiła wykorzystać chwilowe rozproszenie przeciwniczki. Wbiła kobiecie łokieć w brzuch i wywinęła się, gdy tamta odruchowo poluzowała uchwyt. Jednak nie zdążyła zrobić nawet pięciu kroków. Jolanta złapała Alę za rękę i jednym szarpnięciem przyciągnęła z powrotem do siebie. Ostatnie, co zobaczyła Ala, to pomarszczona twarz rozjuszonej staruszki Poznaczona plamami wątrobowymi pięść pędząca w kierunku głowy dziewczyny. Później była już tylko ciemność.
***
Obudził ją cichy szmer rozmowy. Głosy były przytłumione, jakby dochodziły zza grubej ściany. Z trudem uchyliła sklejone snem powieki. Wokół jej łóżka gromadzili się ludzie. Nie potrafiła stwierdzić, czy ich zna, bo widziała jedynie zamazane sylwetki i pochylające się głowy bez twarzy. Szeptali między sobą, wyraźnie czymś przejęci.
- Czemu jeszcze się nie budzi?
- Nie wiem. Nie za długo już śpi?
- Jak na moje, to zdecydowanie za długo… A co jak zrobiła sobie coś poważnego? Musi wyzdrowieć… Jest nam potrzebna!
- Uspokój się. Oberwała porządnie w głowę i tyle. Odeśpi i dojdzie do siebie.
- Jak mam być spokojny? Sam wiesz, jaka jest sytuacja, więc nie gadaj mi tutaj o byciu spokojnym!
Żaden z głosów nie brzmiał znajomo. Nic z tego nie rozumiała, lecz zanim zdążyła zastanowić się nad sensem usłyszanych słów, ciemność pochłonęła dziewczynę ponownie.
Nie wiedziała, jak długo spała. Donośne trzaśnięcie drzwiami ostatecznie wyrwało ją z objęć Morfeusza. Niestety wraz ze świadomością powróciła też okropna migrena. Ból przychodził falami, napierając od środka na czaszkę. W takiej sytuacji nawet subtelne promienie zachodzącego słońca, które wpadały do pokoju przez niedomknięte żaluzje stanowiły zbyt intensywny bodziec dla oczu. Jęknęła cicho, mocniej zaciskając powieki. Nie miała siły odwrócić się tyłem do okna, więc tylko naciągnęła kołdrę na głowę.
- No, w końcu się obudziłaś, śpiąca królewno! Czas najwyższy!
Alicja drgnęła niespokojnie, wyrwana z resztek półsnu. Dopiero po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że naprawdę się obudziła i usłyszany głos nie jest częścią koszmaru. Niechętnie wyściubiła nos spod kołdry i kilkakrotnie zamrugała, próbując z powrotem przyzwyczaić wzrok do dziennego światła.
Na krześle przysuniętym do łóżka siedział nieistniejący chłopak. Chociaż coraz częściej miała problem z określeniem granicy między omamem a rzeczywistością, to tym razem była pewna.
Wyglądał na nie więcej niż dziewiętnaście, może dwadzieścia lat. Pierwsze, co rzucało się w oczy to skrajne wychudzenie. Tuż pod cienką skórą wyraźnie rysowały się kształty kości. Sama skóra też nie wyglądała najlepiej – w szaro-sinym odcieniu, poznaczona licznymi bliznami różnej wielkości i faktury. Szramy pokrywały praktycznie całe ciało nastolatka, łącznie z zgoloną na łyso głową.
- Jestem Karim. – Wyciągnął do Ali rękę, ale zignorowała przywitanie. – Wiem, że robię nieco nieprzyjemne pierwsze wrażenie, ale nie jestem aż taki zły. Serio – Wyszczerzył zęby w chytrym uśmiechu, odsłaniając liczne braki w uzębieniu.
Niechętnie podniosła wzrok, żeby spojrzeć mu w oczy. Czarne tęczówki zlewały się w jedno ze źrenicami. Dwie dziury bez dna, pomyślała mimowolnie. Spojrzenie tych oczu miało w sobie coś niepokojącego – odpychającego i przyciągającego zarazem. Wzdrygnęła się odruchowo na tę myśl. Serce nagle przyśpieszyło, boleśnie uderzając o żebra. Wdech, wydech – spróbowała skupić się na spokojnym oddychaniu. Nie rozumiała dziwnej reakcji swojego ciała. Ogarnij się – nakazała sobie. On nie istnieje. To tylko halucynacja, wytwór chorej wyobraźni, który żyje jedynie w twojej głowie. Nie ma się czego bać.
- Chciałabyś – powiedział niemal szeptem, uśmiechając się zagadkowo.
- Co to ma znaczyć? – Była coraz bardziej skołowana. Chciałaby móc zrzucić to na karby senności i okropnego bólu głowy, ale prawdziwy powód siedział naprzeciwko i bezczelnie sobie z niej drwił.
- Wszystko w swoim czasie.
Serio? Tekst rodem z kiepskiego thrillera. Brakowało jeszcze, żeby Karim rozpłynął się w powietrzu albo wyleciał przez okno. Zamiast tego chłopak po prostu wstał i ruszył w stronę wyjścia.
- Przyszedłem sprawdzić, czy doszłaś do siebie. Swoją drogą, to nieźle przyłożyła ci ta staruszka – rzucił przez ramię, mijając w drzwiach z pielęgniarkę.
- O, Ala, obudziłaś się w końcu! – ucieszyła się pani Ula. – Co tak patrzysz, jakbyś ducha zobaczyła? – zapytała lekko zaniepokojona oddziałowa, podążając spojrzeniem tam gdzie dziewczyna, ale oczywiście nie widziała Karima stojącego w progu.
- Żebyś wiedziała, że tak – mruknęła pod nosem Alicja, patrząc w czarne oczy. Chłopak mrugnął porozumiewawczo i zniknął na korytarzu. Jednak Ala miała przeczucie, że jeszcze go zobaczy.
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Tagi:

jasminum
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 569

Alicja w Krainie Czarów

Post#2 » 31 paź 2016, o 20:30

Ode mnie mała korekta drugiego rozdziału.
który w szpitalu ciągnął się niczym guma przyklejona do podeszły buta.
Jednak nie było jej dane poczytać w spokoju.

Literówka + Dlaczego drugie zdanie od nowej linijki i do tego bez akapitu? Przypuszczam, że to także błąd nieuwagi.
Alicja wcześniej jej nie spotkała, więc zgadywała...

Lepiej zapisać "zgadywała więc", a pozbędziesz się niepotrzebnego rymu.
Młoda pielęgniarka, wcześniej wygadana, teraz nagle zapomniała języka w gębie.

"Wygadana" to określenie wartościujące raczej pozytywnie i zupełnie niepasujące do opisanej sytuacji.
Ale… Przecież regulamin – niezdarnie próbowała uargumentować swoje działanie.

1. Po regulaminie przydałby się wielokropek.
2. "Uargumentowanie swojego działania" to zdecydowanie nie ten styl. ;)) Domyślam się, że zapis taki jest celowy i miał mieć zabarwienie humorystyczne, ale to chyba jednak nie gra.
Alicja otworzyła książkę, szukając strony, na której skończyła, bo oczywiście jak zwykle zapomniała zakładki. Jednak miała dzisiaj wyjątkowego pecha – i tym razem ktoś nieświadomie przeszkodził jej w czytaniu.

Taki układ sugeruje, że drugie zdanie nijako wynika z pierwszego. Chyba lepiej byłoby np.: Jakby tego było mało, ktoś po raz kolejny zakłócił jej lekturę / Na dodatek ktoś po raz kolejny...
Ciche szuranie kapci na posadzce zapowiedziało starszego pana...

Trochę to od czapy. Nie tylko starsi panowie noszę kapciochy w szpitalu.
Mężczyzna wyglądał co najmniej makabrycznie w flanelowej piżamie poplamionej krwią.

we flanelowej
Sprawca upiornej stylizacji, wyrwany wenflon wisiał na kawałku plastra przylepionym do wewnętrznej strony przedramienia.

Sprawca upiornej stylizacji - wyrwany wenflon - wisiał na kawałku plastra przylepionym do wewnętrznej strony przedramienia.
Drzwi uchylił się

...i z zaklejoną dziurą po wyrwanym wkłuciu.

Tutaj nie jestem pewna - czy wkłucie = wenflon? Na moje (polonistyczne i średnio medyczne oko) nie można wyrwać wkłucia, bo to określenie pewnego stanu albo czynności wkłuwania. Tak też wynika ze słownikowej definicji, ale jeżeli mówi się inaczej to proszę o wyprowadzenie mnie z błędu. Bardzo jestem ciekawa jak to jest.
kiedy senność wkradła się do umysłu,

Senność ogarnia umysł i ciało jednocześnie, tak więc lepiej napisać po prostu "kiedy ogarnęła ją senność".
Ściśnięty żołądek i hiperwentylacja wywołały mdłości.

Chyba warto byłoby zastąpić hiperwentylację zwięzłym opisem tej przypadłości. Jakby nie patrzeć, jest to termin medyczny, o którym nie każdy musiał słyszeć.
Alicja drgnęła niespokojnie, wyrwana z resztek półsnu. Dopiero po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że naprawdę się obudziła i usłyszany głos nie jest częścią snu.

Powtórzenie półsnu - snu. Niby nie to samo a razi, mnie przynajmniej.

Wytknęłam kilka błędów, zostawiłam parę sugestii od siebie, ale i tak gratuluję poprawnego zapisu. Widać, że pilnujesz ortografii, interpunkcji i składni, ale mam wrażenie, że przez to podczas pisania możesz odczuwać coś w deseń zbyt ciasnego kołnierzyka, który krępuje swobodę - i to widać w tekście, bo jest sztywno. Poprawnie i gramatycznie, ale bez luzu, nawet, jeżeli opowiadanie jest tak dowcipne. Mimo wszystko czyta się jednak płynnie i przyjemnie. Może żadnego kołnierzyka nie ma, a taki masz styl i estetykę słowa - tego nie wiem, bo to moje pierwsze spotkanie z twoją twórczością, Karen. Parę razy uśmiechnęłam się pod nosem, chociaż jak na mój gust tekst jest zbyt przesycony "elegancką humorystyką", że tak to określę. Ale... Piszesz w pewien sposób, który jest JAKIŚ i to świetnie. Dla mnie jest to raczej nieprzyjemny styl, ale nie ma to większego znaczenia. Na pewno będzie coraz lepiej, a i w tej chwili jest dobrze.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 769
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów

Post#3 » 31 paź 2016, o 20:35

Dziękuję jas za długi, wyczerpujący komentarz. :) Nad poprawkami przysiadę w wolnej chwili.
Zdaję sobie sprawę że ten specyficzny humor nie każdemu będzie pasował, ale cieszy mnie, że mam "JAKIŚ" styl pisania jak to ujęłaś, bo to już progres. :)
I nie, nie ma kołnierzyka, taka sobie jestem. :D Może z czasem i to się zmieni, bo wiadomo, że sposób pisania ewoluuje, jeśli się ćwiczy. ;)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Alicja
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 20

Alicja w Krainie Czarów

Post#4 » 31 paź 2016, o 20:48

Zgadzam się z Tobą, Karen, że dzięki ćwiczeniom słowa niemalże same układają się w zdania. Jestem tego żywym przykładem, jeszcze niedawno słowa niczym żółwie docierały do mojej świadomości. A tekst ujął mnie już samym tytułem, dlatego poczytałam:)
PS. Komentarzy zazdroszczę, każdy na wagę złota:)
Alicja
"Idź dalej niezłomnie, a mnie zostaw sny.
Nic nie jest stracone, skończone też nie,
Gdy droga przed tobą, a sam jesteś w tle."
Edward Stachura

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 769
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów

Post#5 » 31 paź 2016, o 22:41

Dzięki Alicja. Mam nadzieję, że dobrze Ci się czytało moje wypociny. ;)

jasminum - poprawiłam kilka rzeczy. Przeczytam sobie jeszcze tekst i zmienię na poprawioną wersję. Jeszcze raz dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie rozdziału i wypisanie błędów.
P.S. Może i "wkłucie" w słownikowym tłumaczeniu nie oznacza wenflonu, ale prawie codziennie mam zajęcia na oddziałach i tam ''załóż/zrób wkłucie'' oznacza tyle co ''załóż wenflon'', więc machinalnie używam tego słowa w tym właśnie znaczeniu. :)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Grafoman
Pędzipióro
Posty: 785

Alicja w Krainie Czarów

Post#6 » 2 lis 2016, o 16:01

Przeczytałem nową wersję II rozdziału i powiem tyle:
poza niewielkimi potknięciami (które wychwycili już Przedmówcy) tekst nie odbiega od reszty żywością i plastycznością opisów.
Scena w stołówce w dalszym ciągu dobrze się prezentuje, dziadek we flanowej piżamie i z wyjętym wenflonem dodał opowiadaniu jakiegoś smaku (nie wiem, jak to określić, ale przez niego oddział "ożył"). I to jest fajne.
Przeczuwam zbliżające się nawiedzanie Alciji przez zaświatowego młodzieńca... Czekam na dalszy ciąg. :)
Weny i powodzenia życzę!
Gr
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 769
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów

Post#7 » 2 lis 2016, o 16:06

Dzięki Graf. W końcu wyszłam poza te 2 pierwsze rozdziały, następny już się pisze. Brakowało mi Ciebie na forum przez te kilka dni, no i czekam na kolejny rozdział Art. :)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Echolalia
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 543

Alicja w Krainie Czarów

Post#8 » 5 lis 2016, o 08:56

Wiedziała, że nie zaśnie przed dwudziestą czwartą. Więc rozsiadła się na równie starej, co niewygodnej ławce i wróciła do lektury szóstego tomu Harry’ego Pottera.

Zrobiłabym z tego jedno zdanie, bo w moich oczach ani ta kropka nie pasuje, ani więc na początku zdania; brakuje płynności. No i Harry'ego Pottera w cudzysłowie.
Ej, młoda, a ty tu co!

Dodałabym jeszcze pytajnik.
stwierdziła z uśmiechem, który jednak nie dosięgał oczu

W tym momencie wyobraziłam sobie kąciki jej ust, które dosięgają oczu :lol:
Skręciła za róg i stanęła jak wryta. Totalnie zgłupiała. Korytarz był pusty. A mogłaby przysiąc, że słyszała kroki…

Według mnie to niepotrzebnie przeciąga moment zaskoczenia, przez co ten efekt się rozmywa.

Szkoda, że nie pokusiłaś się o wymianę słów między kłócącymi się o wybór kanału telewizyjnego, bo to by kłótnię ożywiło.
Podoba mi się postać pana Stasia, nie było jej chyba w poprzedniej wersji? No i bójka stołówkowa jest <ok>
Widzę, że zmieniłaś tytuł... Prawdę mówiąc, bardziej podobały mi się "Odcienie szaleństwa", przede wszystkim dlatego, że to bardziej oryginalne. Ale nie można odmówić uroku temu, że nazywasz świat Alicji Krainą Czarów ;)

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 769
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów

Post#9 » 5 lis 2016, o 12:04

Dzięki za cenne uwagi, Echo. :)
Tak, pana Stasia wcześniej nie było. Zastąpił on nudny początek rozdziału, gdzie Ala słyszała jakieś kroki, ale w sumie, to nikogo nie widziała (tak było w starej wersji II rozdziału).
Co do tytułu, to pewnie jeszcze kilka razy zmienię zdanie. Na razie zostawiam tak jak jest, ostateczną decyzję podejmę, jak skończę historię Alicji, a do tego jeszcze daleko. :) Mi osobiście nie do końca pasuje ''odcienie'' w zestawieniu z ''szaleństwem'', a chciałabym coś nawiązującego do szaleństwa, omamów, no po prostu pasującego. ;)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4058

Alicja w Krainie Czarów

Post#10 » 15 lis 2016, o 18:15

Widziałam parę potknięć - niewiele, literówki i zaginione przecinki. Nie wypisywałam ich jednak, bo widziałam, że już parę osób się za to zabrało, a nie wiedziałam też, czy tekst jest już po, czy jeszcze przed poprawkami.

Fabuła ciekawie się rozwija - co prawda jest za wcześnie, by ocenić, jaki masz pomysł, ale póki co intryguje i zachęca, by wrócić po kolejny fragment.

Garść luźnych spostrzeżeń:
Dość slangowi ci twoi emeryci. Mam wrażenie, że mają bardzo jednolity styl wypowiedzi - i w dodatku raczej nastoletnio (co pasuje na pewno do fejsbukującego Zbigniewa, ale czy do wszystkich?).

Coś jest w tym wspomnianym przez jas kołnierzyku - tekst czyta się płynnie, ale miałam wrażenie, że styl może być lżejszy niż jest w tym fragmencie. Lekkie pióro zdecydowanie czuć, tylko coś tu minimalnie je blokuje.

I, nie powiem, chętnie widziałabym tu odrobinę dreszczyku i elementów grozy, ale to widzimisię. Podejrzewam, że tekst nie jest i nie ma być choć częściowo horrorem, więc zrozumiałe jest, że straszyć nie ma.

Wróć do „Proza obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości