Umarły Opowie - Rozdział 2.

Okruchy realizmu. Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
MischiefCrime
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 8

Umarły Opowie - Rozdział 2.

Post#1 » 18 cze 2017, o 15:27

Rano budzę się w świetnym nastroju. Słońce radośnie zagląda przez okno do środka pokoju. Uśmiecham się. Obracam się, ale Stana nie ma obok. Schodzę więc do kuchni, ubrana w jego długą koszulę, która od dawna jest moją piżamą. Zastaję go, smażącego naleśniki.
-Cześć – witam się i całuję go lekko.
-Witaj, kochanie. Mogłabyś po śniadaniu pójść do sklepu i kupić jakieś pieczywo i wędlinę? Zabraliśmy wszystko oprócz tego.
-Wiem dlaczego. Po prostu nie zmieściło się do naszej przenośnej, malutkiej lodówki.
Stan wzdycha.
-Tak, wiem. Mogliśmy wziąć dwie... To jak? Pójdziesz? Może poznasz jakichś sąsiadów.
-Naszym najbliższym sąsiadem jest ten, co mieszka w tamtym domku – wskazuję przez okno. W jednym z jego okien wciąż fruwa firanka. Ciekawe, czy to okno było otwarte też całą noc, która nie należała do najcieplejszych.
-Trzeba by było iść i się przedstawić. Może upieczesz to ciasto, które ci tak dobrze wychodzi? - Podsuwa Stan.
-Być może... - mówię tylko, ponieważ przypominam sobie wczorajsze uczucia bycia obserwowanym i niepokój. Nie bardzo chcę się zaprzyjaźniać z tym, kto tam mieszka.
Po śniadaniu zmywam naczynia. Taki mamy system. Jedno gotuje, drugie zmywa. Stan określił to jako demokratyczne.
-Jedyny sklep jaki widziałam jest w samym centrum miasteczka. Mam iść pieszo taki kawał? - pytam.
-Za domem jest szopa. Widziałem tam całkiem przyzwoitego składaka. Naoliwiłem nawet łańcuch – chwali się.
-Oh, więc wszystko to ukartowałeś – żartuję.
Stan posyła mi niewinny uśmiech.
Kilkanaście minut później biorę klucze z wieszaka obok drzwi, przechodzę na tyły domu i odnajduję szopę.
Chwilę męczę się z kłódką, ale udaje mi się ją otworzyć. Natychmiast po otwarciu drzwi czuję zapach stęchlizny i siana. Ciemność wnętrza znika częściowo dzięki światłu dnia. Widzę zardzewiały rower oparty o ścianę. Wchodzę do środka, szybko wyprowadzam rower i wsiadam na niego.
Mijam dom i jadę drogą prowadzącą do centrum. Rower skrzypi przeraźliwe z każdym moim ruchem. Gdy mijam pierwsze zabudowania i ludzi, zwracam na siebie uwagę wszystkich.
Gdy docieram do sklepu spożywczego mam wrażenie, że już całe miasteczko wie, że ktoś nowy przyjechał. Opieram rower o ścianę i wchodzę. Sklep jest całkiem przestronny. Biorę plastikowy koszyk i w stosunkowo szybkim tempie udaje mi się znaleźć chleb i wędlinę. Po drodze kupuję jeszcze kilka innych przydatnych produktów. Mam jednak problem z jednym. Opakowanie z szynką konserwową stoi zdecydowanie za wysoko. Kiedy tak próbuję złapać je, podskakując, czyjaś ręka mi pomaga. Zerkam na osobę stojącą obok. To dość wysoki chłopak, blondyn o zielonych oczach.
-Proszę – podaje mi opakowanie.
-Dziękuję – uśmiecham się.
-Jesteś tu nowa, prawda?
Kiwam głową.
-Przyjechałam na wakacje z narzeczonym. Pewnie całe miasteczko już o nas mówi...
-Prawdę mówiąc widziałem jak jechałaś na rowerze – uśmiecha się.
Oczywiście. Chyba wszyscy widzieli. Mam nadzieję, że nie widać po mnie konsternacji.
-Kupujesz jeszcze coś? Mogę pomóc – oferuje.
-Nie, to wszystko.
Wskazuje na kasę. Idę więc w tamtym kierunku i zerkam za siebie, gdy słyszę jego kroki.
-Ty nic nie kupujesz?
-Nie. Właściwie to poszedłem tu za tobą, żeby cię poznać – wyznał.
Odwracam się szybko z powrotem w kierunku kasy. Chyba mam adoratora. Miłe to w pewnym sensie, ale mam nadzieję, że da sobie spokój po tym, jak usłyszał, że przyjechałam z narzeczonym.

-Więc mieszkasz tu? - pytam, gdy idziemy już chodnikiem w stronę mojego domu.
Wcześniej powiedział, że jego dom jest w tym samym kierunku.
-Nie. Jestem tu tylko na wakacje, tak jak ty. Zatrzymałem się u dziadka.
-Jesteś tu z rodzicami?
-Nie, mój tata mnie przywiózł, a potem pojechał z powrotem do Warszawy.
-Jesteś więc z Warszawy! - cieszę się.
-Tak, a ty? – uśmiecha się.
-Cóż... to skomplikowane. Ogólnie urodziłam się w Ameryce, ale moja mama pochodzi z Polski, a babcia właśnie postanowiła wyremontować swój dom rodzinny – odpowiadam w skrócie.
Moja mama wraz z babcią i dziadkiem wyjechały z Polski w latach siedemdziesiątych, po śmierci mojego pradziadka, ojca mojej babci. W Stanach Zjednoczonych moja mama poznała mojego tatę.
-WOW, co za historia – uśmiecha się. - W tym starym domu nikt podobno nie mieszkał od lat. Odkąd pamiętam stał opuszczony.
-Mogłam się spodziewać, że już całe miasteczko wie, gdzie nowi się osiedlili – mówię z lekkim uśmiechem.
-Twoja babcia mieszka w Polsce? - pyta mnie.
-Mieszkała, ale gdy mama była w moim wieku wyjechały obie do Stanów.
-Interesujące. Muszę cię ostrzec. Wszyscy będą chcieli z tobą porozmawiać i wyciągnąć od ciebie jak najwięcej informacji.
-Tak jak ty teraz? - pytam, wywołując uśmiech zaskoczenia na jego twarzy.
-A w ogóle Feliks jestem – podaje mi rękę.
-Elena – przedstawiam się, ściskając jego dłoń – Wiem. Niepolskie imię.
-To zrozumiałe. - Uśmiecha się. -Ale imię jest śliczne, Eleno.
Odwracam od niego wzrok na drogę. Chyba jednak nie zrezygnował.
Nagle czuję, że ktoś łapie mnie za rękę. Odwracam się i widzę starszą kobietę. Jej pomarszczona twarz jest zwrócona do mnie, a błękitne oczy przewiercają mnie na wskroś. Siedzi zgarbiona na starej drewnianej ławce pod płotem, który ogradza jeden z domów.
-Aniela, wróciłaś wreszcie – mówi do mnie skrzeczącym głosem.
-Przykro mi, ale nie jestem Anielą – próbuję odsunąć jej dłoń z mojej ręki.
-Przez tą tragedię sprzed sześćdziesięciu lat tu jesteś! Ale pamiętaj! Historia lubi się powtarzać...
Odsuwam się od niej, wyrywając się.
-Przykro mi, nie znam pani.
Feliks szybko prowadzi mnie dalej.
-Nie przejmuj się nią. To miejscowa dziwaczka, wszyscy się jej boją – wyjaśnia. -Może odprowadzę cię do końca?
Kręcę głową.
-Nie, nie trzeba. Poradzę sobie.
Feliks kiwa głową i wskazuje na jeden z domków. Jest dużo mniejszy od mojego i ma szare ściany, oraz czerwony dach, a od frontu obrośnięty jest bluszczem.
-Tam mieszkam, gdyby coś, przyjdź.
-Dobrze...
Żegna się i po chwili widzę jak odchodzi.
Wsiadam na rower i ruszam w dalszą drogę.
Pod domem widzę Stana rozmawiającego po polsku z jakimś mężczyzną. Z daleka widzę, że mężczyzna ten ma siwe włosy i jest o głowę niższy od Stana, ale stoi prosto w żołnierskim rozkroku. Podchodzę bliżej.
-Lena! Dobrze, że jesteś. To nasz jedyny sąsiad, pan Wołodia – przedstawia Stan.
Rosjanin?
Jeszcze zanim mężczyzna się odwróci czuję się nieswojo. Przypominam sobie nieprzyjemne uczucie bycia obserwowaną, jakiego doświadczyłam wczoraj. Wtedy on odwraca się. Patrząc w jego pooraną zmarszczkami twarz wraca wczorajszy niepokój ze zdwojoną siłą. Nie wiem dlaczego, ale wiem na pewno, że nie chcę mieć nic wspólnego z tym mężczyzną. Jego krępa budowa ciała mimo wieku napawa mnie strachem. Gdzieś w tyle mojej głowy majaczy myśl, że jest niebezpieczny.
-Doskonale – mówi pan Wołodia. - Świeża krew przyda się w tym miejscu.
W sposobie jego mówienia da się wyczuć rosyjski akcent.
Przygląda mi się chwilę, która wydaje mi się wiecznością. Pod tym wzrokiem czuję się jak w pułapce.
-Pójdę już. Dziękuję za rozmowę– zwraca się do Stana i odchodzi mówiąc krótkie „do widzenia”.
-Co to za jeden?
-A skąd mam wiedzieć, znam go pięć minut. Chyba masz szczęście do Rosjan – mówi Stan.
Spoglądam na niego z dezaprobatą. Ciągle jeszcze jest zazdrosny o mojego byłego chłopaka, Dymitra, chociaż już z milion razy zapewniałam go, że tylko jego kocham. Ci mężczyźni...
-W końcu to miasteczko leży niedaleko granicy z Białorusią, normalne, że dużo tu Białorusinów, czy Rosjan – wyjaśniam mu i wyciągam reklamówkę z zakupami z rowerowego koszyka.
Stan uśmiecha się i bierze ode mnie zakupy, wnosząc je do domu, a ja jeszcze oglądam się chwilę na dom sąsiada.
Pan Wołodia wchodzi właśnie do domu. Przed przekroczeniem progu zerka na mnie, tak, jakby wiedział, że go obserwuję. Przechodzą mnie ciarki i szybko idę do szopy odstawić rower.

Awatar użytkownika
Grafoman
Pędzipióro
Posty: 689

Umarły Opowie - Rozdział 2.

Post#2 » 18 cze 2017, o 15:53

Serdeczna prośba od OP: Proszę umieścić link do poprzednich i następnych części tekstu. Zrobić to można w oknie forumowego edytora tekstu, poprzez wybranie komendy:
Część poprzednia: [czesc-poprzednia ]link [ /czesc-poprzednia] (bez spacji) oraz analogicznie:
Część następna: [czesc-nastepna] link [/ czesc-poprzednia].
Lektura będzie wówczas łatwiejsza i przyjemniejsza.
Do tekstu wrócę wkrótce, ale na razie mi się podoba.
Weny życzę!
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Głodzia
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 168
Wiek: 25

Umarły Opowie - Rozdział 2.

Post#3 » 18 cze 2017, o 22:42

Rano budzę się w świetnym nastroju. Słońce radośnie zagląda przez okno do środka pokoju. Uśmiecham się. Obracam się, ale Stana nie ma obok.

Lepiej bez tego "się".
Uśmiecham się, obracam, ale Stana nie ma obok.
albo
Obracam się z uśmiechem, ale Stana nie ma obok.

Co do samego tekstu - mam mieszane uczucia, ale nie jest źle.
Deszcz bębniący w szyby szukał ukrytego wejścia, chcąc dotrzymać jej towarzystwa.

Ewelina
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 203

Umarły Opowie - Rozdział 2.

Post#4 » 19 cze 2017, o 16:36

-Nie. Właściwie to poszedłem tu za tobą, żeby cię poznać – wyznał.
Odwracam się szybko z powrotem w kierunku kasy. Chyba mam adoratora. Miłe to w pewnym sensie


No, ja bym się na jej miejscu tak nie ucieszyła, a wręcz zaniepokoiła. Może niech on też coś kupuje w tym sklepie?
Boi się "groźnie wyglądającego" sąsiada, a gościa, który ją śledził, to już nie?

Więcej grzechów nie pamiętam. Jest ok. Pisz.
Uwaga, żadna z moich postaci nie jest mną. Jeśli sądzisz inaczej, skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą, albo przeczytaj ulotkę.

Wróć do „Proza obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość