Krakowski popas Fryderyka Chopina

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
Awatar użytkownika
nebbia
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#1 » 28 lip 2017, o 19:58

Mało znany epizod z życia naszego największego kompozytora


[…] Tydzień pierwszy zszedł nam w Krakowie na samych spacerach i zwiedzaniu okolic krakowskich. Ojców istotnie ładny […]
(z listu Fryderyka Chopina do Tytusa Woyciechowskiego*[1])

 
Wakacje, w 1829 roku, dla Fryderyka Chopina zapowiadały się niezwykle interesująco. Planował, wspólnie z kilkoma kolegami ze Szkoły Główniej Muzyki Uniwersytetu Warszawskiego*[2] , wyprawę do Wiednia. Wprawdzie już od lat, po zakończeniu kolejnego roku szkolnego, dla podratowania zdrowia, wyjeżdżał na letni wypoczynek do zaprzyjaźnionych rodzin, mieszkających na terenach Mazowsza, Kujaw i Pomorza, m. in. gościł w Szafarni i Bocheńcu u Dziewanowskich, w Sokołowie u Wybranieckich, w Ugoszczu u Borzewskich, w Turznie u Działowskich, w Waplewie u Sierakowskich, w Antoninie u Radziwiłłów, w Poturzynie u Wojciechowskich i oczywiście w Żelazowej Woli u Skarbków. Trzeba przyznać, że sporo podróżował, zjeździwszy w ten sposób prawie cały kraj wzdłuż i wszerz. Zachwycił się Toruniem, a Gdańsk wywarł na nim duże wrażenie. Miał więc dosyć okazji, by zetknąć się i „wchłonąć” przebogaty i zróżnicowany folklor różnych regionów Polski. W 1826 roku przejechał dyliżansem trasę z Warszawy przez Kalisz, Wrocław do Dusznik, a rok później przez Płock do Gdańska. W 1828 roku, dla zdolnego osiemnastolatka, nadszedł czas na zagraniczne podróże. Ta wyprawa zawiodła go do Berlina przez Poznań i Sulechów i była to „podróż muzyczna”*[3]. Podczas każdej ze swoich wypraw starał się wieczory spędzać w operze, nie zaniedbując także - tam gdzie było to możliwe - wizyt w muzeach. W roku 1829 przyszedł czas na Wiedeń, gdzie miał dać dwa koncerty.
 
W drugiej połowie lipca tego roku, po pomyślnie zdanych egzaminach, Fryderyk Chopin, wraz z nieliczną grupką przyjaciół*[4], udał się na długo planowaną wyprawę – właśnie do Wiednia. Droga do stolicy cesarstwa Habsburgów wiodła przez Opoczno, Końskie, Miechów, Kraków, Wadowice, Bielsko, Cieszyn i dalej przez Morawy. W wycieczce, nad którą pieczę i nadzór sprawował zaledwie o sześć lat starszy od Fryderyka, Romuald Hube*[5] , towarzyszyli mu; Alfons Brandt*[6], Marceli Celiński, Mieczysław Potocki i Ignacy Maciejowski. Ważnym punktem programu było zwiedzanie Krakowa i okolic. Zaplanowano tygodniowy pobyt w Małopolsce – od czwartku 23 do następnego czwartku 30 lipca.

[…] chcąc ile możliwości sprostać powierzonym mi obowiązkom, a co raz więcej przekonując się, jak wiele mi brakuje, bo im więcej się kto uczy, tym bardziej zyskuje przeświadczenie o nieudolności swojej, na każde wakacje wyjeżdżałem za granicę, a to w celu, aby się czegoś dowiedzieć i nauczyć co mi zbywało […} Kiedy w r.1828 wyjeżdżałem do Wiednia, powierzony mi został do odprowadzenia do Wiednia młodziutki Szopen, już odznaczający się niezwykłym talentem, który później w świecie muzycznym zabłysnął…
(fragment wspomnień z Pism Romualda Hubego, t. I Warszawa 1903, s. XXII-XXIII)


Pod Miechowem przeżyli wypadek dyliżansu, w kole pękła oś, na szczęście nikomu nic nie stało, ale musieli zatrzymać się na nocleg. Tam też Chopinowi, jak opisują to jego współtowarzysze, przydarzyła się następująca przygoda: całemu zdarzeniu przyglądała się - z wielką uwagą - pewna staruszka, która płynną francuszczyzną poczęła strofować młodych ludzi - że tacy jak oni powinni tu na miejscu służyć ojczyźnie, a nie ją opuszczać. Podeszła do Fryderyka i przypomniała mu pewne zdarzenie, sprzed dziesięciu laty, a mianowicie jeden z pierwszych warszawskich koncertów, kiedy to dziewięcioletniemu wówczas pianiście, wzruszona jego grą, słynna, włoska śpiewaczka Angela Catalini, przepowiedziała wspaniałą przyszłość, jako kompozytora i pianisty. W dowód uznania ofiarowała mu złoty zegarek. Usłyszawszy te słowa zdumiony Fryderyk sięgnął po swój czasomierz, na którym istotnie znajdowała się dedykacja wielkiej sopranistki. Okazało się, że owa staruszka niegdyś była służącą Angeli Catalini. 

Do Krakowa dotarli naprawionym dyliżansem, we czwartek, 23 lipca 1829 roku. Dawna stolica Rzeczpospolitej przywitała ich wyniosłymi wieżami licznych kościołów, oraz już wówczas usypanym, górującym nad miastem, kopcem Tadeusza Kościuszki. Jednak młodzi ludzie, którzy przybyli tu z wielkiej, gwarnej, znacznie rozbudowanej w czasach Stanisława Augusta, Warszawy, zobaczyli miasto, które w tym czasie, najwspanialsze karty historii miało już za sobą. Liczba stałych mieszkańców nie przekraczała dwudziestu kilku tysięcy. Podwawelski gród trwał w zastoju, bez jakichkolwiek perspektywicznych przedsięwzięć. Jedynie Uniwersytet Jagielloński, nazywany tak oficjalnie od 1818 roku, był ostoją polskości, jako jedyna polska uczelnia, przygarniał studentów ze wszystkich trzech zaborów.
 
Romuald Hube był świetnym przewodnikiem dla tej niewielkiej grupki przyjaciół. Znał Kraków, bowiem sam mieszkał tu przez kilka lat i uczęszczał do gimnazjum św. Anny. Był lubiany i ceniony przez Chopina.
Kilkudniowy pobyt był świetną okazją do poznania miasta i jego zabytków. Zatrzymali się w zajeździe „Pod Czarnym Orłem”, ten neoklasycystyczny budynek, z początku XIX wieku, znajduje się przy Rynku Podgórskim 13. Jednak, jedyną pewną informacją o tym, gdzie byli w Krakowie, są ich wpisy do dwóch pamiątkowych ksiąg: Księgi Gości Biblioteki Jagiellońskiej i Księgi Zwiedzających Kopalnię Soli w Wieliczce. Do dzisiaj w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej przechowywana jest ta Księga, w której Fryderyk Chopin złożył autograf obok podpisów kolegów: Romualda Hubego, Alfonsa Przemysława Brandta, Marcelego Celińskiego, Mieczysława Potockiego.

Dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, w owym czasie, był Jerzy Samuel Bandtkie*[7] , historyk i językoznawca. Na to stanowisko powołano go w 1811 roku. Już w następnym, udostępnił bibliotekę dla wszystkich osób, nie tylko studentów i pracowników macierzystej uczelni. Jednak największą jego zasługą było uporządkowanie i skatalogowanie zbiorów bibliotecznych. 

Kiedy Chopin zwiedzał Collegium Maius*[8], miało ono jeszcze swój oryginalny, szesnastowieczny charakter. Nie wiemy kto oprowadzał młodych ludzi, możemy jedynie przypuszczać, że zrobił to sam dyrektor. O tym. jak mogło odbywać się zwiedzanie Biblioteki oraz przechowywanych tam bogatych zbiorów, nie tylko bibliotecznych, wiemy z zapisków Klementyny z Tańskich Hoffmanowej*[9], wielce zaprzyjaźnionej z całą rodziną Chopinów. Odbyła ona swoją podróż po Małopolsce dwa lata wcześniej, w 1827 roku, skrupulatnie notując swoje wrażenia.
 
Collegium Maius opisała o tak:

[…] Obok najmilszych i towarzyskich przyjemności, któremi nas otaczają uprzejmi nad wszelki wyraz mieszkańcy Krakowa, ledwie przez dwa dni znalazł się czas do obejrzenia dokładnego Akademii Krakowskiej, jej biblioteki, gabinetów i kościoła. Akademia Jagiellońska ma za sobą lat powagę, urok wspomnień i cechę starożytności, a chociaż nie przedstawia oczom owych wielkich gmachów, do których nas przyzwyczaiły budowle nowożytnych, do umysłu i serca przemawia. Przy dosyć wąskiej stojąc ulicy, przy ulicy Ś. Anny, jest ścieśniona, i tem samem przypomina wieki kiedy stawiana była [..].
 

Bez wątpienia Romuald Hube poprowadził grupę młodych ludzi na Krakowski Rynek, do Sukiennic, do kościoła Mariackiego, kolegiaty św. Anny, Bramy Floriańskiej, Barbakanu, oraz oczywiście - na Wawel. Wprawdzie już wówczas zamek królewski był tylko nikłym odbiciem czasów swojej przebrzmiałej świetności, to jednak katedra nadal pełna była największych skarbów z zakresu architektury, rzeźby i malarstwa. Być może mieli nawet okazję wysłuchać grającego na organach Wincentego Gorączkiewicza*[10].

Niestety, Wolne Miasto Kraków, w pierwszej połowie XIX, utraciło swoją rangę, blask i splendor. Podupadało na wszystkich polach i z wolna zamieniało się w zaniedbane, szare, senne miasto, leżące gdzieś na peryferiach. 

W programie wycieczek po okolicach Krakowa była - modna wówczas - Wieliczka. Kopalnia Soli, licząca ponad 700 lat, już od końca XVIII wieku, stawała się atrakcją turystyczną. O tym, jak odbywało się zwiedzanie Wieliczki w I połowie XIX w. wiemy, m. in. z zapisków Klementyny Hoffmanowej. Możemy więc domniemywać, że Fryderyk Chopin i towarzyszące mu osoby doznawały podobnych lub nawet takich samych wrażeń i emocji.
 
„[…] W przyjemnem, z pięciu osób złożonem towarzystwie, otrzymawszy od Dyrekcyi górniczej pozwolenie i przewodnika, oświadczywszy nie chcemy iść schodami tylko na linie spuszczać się, poszliśmy do otworu kopalni, miejsca, które na szopę wygląda; w środku jest otwór w kształcie ogromnej studni, i nim zstępują robotnicy i ciekawi; zajrzawszy w tę ciemną głębinę, którą się ma przebyć, mimowolny dreszcz przechodzi; pióro podanego zapisania nazwiska swojego w księdze ku temu sporządzonej, drży z lekka w ręku, a długie płócienne koszule, w które oblekają podróżnych dla oszczędzenia sukien, zdają się być przypomnieniem ostatniego śmiertelnego ubioru.”
K. Hoffmanowa z Tańskich.
 „Rozrywki dla dzieci. Opisy niektórych okolic Polski. Przejażdżka w Krakowskie”.


Młody Frycek z towarzyszami zjechali do kopalni w piątek - 24 lipca. Świadczą o tym pozostawione przez nich autografy w Księdze Gości Kopalni Soli. 

Kraków, a właściwie Podgórze*[11], dla młodych wycieczkowiczów było bazą, z której robili wypady w bliższe i dalsze okolice. Postanowili wybrać się do Doliny Prądnika, która słynęła ze wspaniałych, zapierających dech w piersiach, widoków. Wycieczkę do Ojcowa zaplanowali na niedzielę. Zwiedzi Ojców, Pieskową Skałę oraz groty Czarną i Królewską (Łokietka). Można przypuszczać, że szczególnie Chopinowi zależało na zobaczeniu tych miejsc, które przecież tak mocno były związane z tematyką wystawianych w Warszawie; opery Elsnera „Król Łokietek” i baletu Kurpińskiego „Wesele w Ojcowie”. 
Wszyscy uczestnicy wyprawy byli zachwyceni, chociaż - jak świadczą o tym ich zapiski - mocno zmęczeni i zmoknięci:

[…]choćby dla niczego, to dla tej prawdziwej piękności Ojcowa, warto było zmoknąć...

 
A jaki miała przebieg ta dosyć dramatyczna ekspedycja, dowiadujemy się z listu Fryderyka Chopina do rodziców, napisanego bezpośrednio po przyjeździe do Wiednia, 1 sierpnia 1829 roku.
 
„…Nim zacznę opisywać Wiedeń, powiem co się stało z Ojcowem. W niedzielę po obiedzie, nająwszy sobie wóz czterokonny krakowski za 4 talary, paradowaliśmy w nim jak najwyborniej. Minąwszy miasto i piękne okolice Krakowa, kazaliśmy naszemu woźnicy jechać prosto do Ojcowa, sadząc iż tam mieszka pan Indyk, chłop u którego wszyscy zwykle nocują, gdzie i panna Tańska nocowała także. Nieszczęście chciało, że pan Indyk mieszka o milę od Ojcowa, a nasz woźnica nieświadomy drogi, wjechał w Prądnik rzeczkę, raczej przeźroczysty strumień, i nie można było znaleźć innej drogi, bo na prawo i lewo skały. Około godziny 9 tej wieczorem, spotkało nas tak koczujących i niewiedzacych co czynić, jakichciś dwóch ludzi: ci ulitowawszy się nad nami, podjęli się przewodniczyć Az do Pana Indyka. Musieliśmy iść piechotę dobre pół mili, po rosie, pośród mnóstwa skał i ostrych kamieni. Często rzeczkę po okrągłych belkach potrzeba było przechodzić i to wszystko noc ciemną. Nareszcie po wielu trudach i kuksach, marudach, znaleleźliśmy przecie do p. Indyka. Nie spodziewał się tak późno gości. Dał nam pokoik pod skałą, w domku umyślnie dla gości zbudowanym. Tam gdzie Pani Tańska stała! Każden więc z moich kolegów rozbiera się i suszy przy ogniu roznieconym na kominku przez poczciwą panię Indykową. Ja tylko usiadłszy w kąciku, mokry po kolana medytuję czy się rozbierać i suszyć, czy nie: aż tu widzę jak pani Indykowa zbliża się do pobliskiej komory po pościel; tkniemy zbawiennym duchem idę za nią i spostrzegam na stole mnóstwo wełnianych czapek krakowskich. Czapki są podwójne, niby szlafmyce. Zdesperowany kupuję jedną za złoty, rozrzynam na dwoje, zdejmuję buty owijam nogi a przywiązawszy dobrze, tym sposobem oswabadzam się od niechybnego przeziębienia. Przybliżywszy się do kominka, napiłem się wina, naśmiałem z poczciwymi kolebusiami a tymczasem pani Indykowa posłała nam na ziemi, gdzieśmy się wybornie przespali…”

Krótki pobyt Chopina w Krakowie znalazł, aczkolwiek niewielkie, to jednak emocjonalne podsumowanie: W liście do Tytusa Wojciechowskiego napisał: 

[…] W wesołej kompanii, lubo trochę cudzej, zajechałem do Wiednia i jeżeli Kraków mnie zajął tak, że mało chwil na myślenie o domu i Tobie poświęcić mogłem, to Wiedeń tak mnie zaszalamil, zadurzył, omamił, że dwa tygodnie przeszło siedząc bez listu z domu żadnej nie czułem tęsknoty…

Niestety, nigdy w Krakowie nie koncertował, bowiem pobyt, intensywny i obfitujący w przygody, był typowo turystyczny, chociaż zaowocował także muzycznie. W tym samym roku skomponował Rondo a la Krakowiak F-dur, na fortepian i orkiestrę*[12]. Zadedykował go księżnie Annie z Sapiehów Czartoryskiej*[13], żonie Adama Jerzego Czartoryskiego, który był stryjem księcia Aleksandra - małżonka księżnej Marceliny z Radziwiłłów Czartoryskiej, najwierniejszej i jednej z najzdolniejszych uczennic Chopina
 
To wielkie rondo koncertowe, po raz pierwszy publicznie, Chopin wykonał, 18 sierpnia 1829 roku, we Wiedniu.
 
Podsumowując, można pokusić się o stwierdzenie, że Kraków nie miał szczęścia do Chopina. Jednakże możemy znaleźć nici łączące miasto „dwojako”, a nawet „trojako” z genialnym kompozytorem i pianistą, mianowicie: młodzieńczą, wakacyjną wycieczką, osobą księżny Marceliny Czartoryskiej, jednej z najzdolniejszych i najwierniejszych uczennic mistrza Fryderyka, oraz pamiątkami po nim, jakie przechowywane są w Collegium Maius i Bibliotece Jagiellońskiej.
 
Księżna Marcelina z Radziwiłłów Czartoryska, o lat siedem młodsza od Chopina, była osobą niezwykłą; wszechstronnie wykształconą, wytworną, aczkolwiek skromną damą, mecenasem sztuki, wybitną i uznaną pianistką. Była także, nie tylko ulubioną uczennicą Chopina, ale również jego najwierniejszą przyjaciółką i niezawodną opiekunką. Kiedy zamieszkała w Paryżu, prowadziła salon artystyczny, w którym chętnie bywali, nie tylko wybitni przedstawiciele polskiej emigracji, ale również elita intelektualna Paryża. Tam też chętnie bywał i dawał koncerty Fryderyk Chopin. 

W 1869 roku Marcelina i Aleksander Czartoryscy przenieśli się da Krakowa i - kupiwszy dawną rezydencję Justusa Decjusza, willę w stylu włoskiego renesansu - osiedli tu na stałe. Podobnie jak w Paryżu, na Woli Justowskiej, księżna prowadziła dom otwarty, który szybko stał się pierwszym i najważniejszym krakowskim salonem. Marcelina była wybitną pianistką, jednak - z racji swojego urodzenia - nie mogła poświęcić się profesjonalnej karierze. Koncertowała więc charytatywnie w salonach oraz na dobroczynnych rautach i balach, w ten sposób przekazując, jak należy „grać Chopina”. Ci, którzy mieli szczęście i przyjemność słuchać gry samego mistrza, twierdzili, że nikt, jak tylko ona, najpiękniej, najwierniej oddaje jego styl i ducha.
 
Na zakończenie, zabawny drobiazg, przybliżający nam sylwetką Chopina, jako młodego, pełnego życia, twórczej pasji człowieka, któremu nie obce były różnorodne przyjemności i radości dnia codziennego. W Collegium Maius znajduje się haft (herbaciane róże na turkusowo niebieskim tle) wykonany własnoręcznie przez George Sand, dla Fryderyka, jako pokrycie krzesła do fortepianu. Wiemy natomiast, że ulubionymi kwiatami Chopina były fiołki – nie róże.
 
Haftowała George Sand dla Chopina róże
Wszak uczucie między nimi takie duże
A ja fiołki wolę
Z kim innym swawolę
Wystukał jej Fryderyk na klawiaturze.
 
Początkiem listopada, następnego 1830 roku, Fryderyk Chopin wyjechał w swoją kolejną zagraniczną podróż, jak się okazało ostatnią, bowiem nigdy już do ojczyzny nie powrócił.


------------------------------------------
We wszystkich cytatach zachowana jest oryginalna pisownia.

1. Tytus Wojciechowski (1808 - 1879), przyjaciel Fryderyka. W czasach szkolnych mieszkał na stancji u Chopinów.
 
2. Szkoła Główna Muzyki założona została w 1810 r. przez Józefa Elsnera i Wojciecha Bogusławskiego. W roku 1821 uzyskała statut konserwatorium i pod nazwą Instytutu Muzyki i Deklamacji wcielona została do Oddziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego. Kiedy Instytut podzielono, otrzymała nazwę - Szkoły Głównej Muzyki.

3. "Jadę dziś do Berlina na jedną operę Spontiniego, jadę dyliżansem dla spróbowania sił..." - pisał w liście do Tytusa Wojciechowskiego.

4. W Bibliotece Jagiellońskiej znajduje się dokument z odręcznym spisem szkolnych kolegów Chopina.
 
5. Romuald Hube (1803 - 1890), prawnik i historyk. Studiował w Krakowie, Warszawie i Berlinie. W 1878 roku wybrany został członkiem Rady Stanu Królestwa Polskiego.
 
6. Alfons Brandt (1812 - 1846), lekarz - szkolny kolega Chopina - był ojcem malarza Józefa Brandta.

7. Jerzy Samuel Bandtkie (1768 - 1835), bibliotekarz i bibliograf, filolog, historyk i językoznawca. Przez wiele lat prowadził polemikę z niemieckimi i czeskimi historykami na temat polskich korzeni Śląska.
 
8. W XIX wiek gmach Collegium Maius wkroczył, jako chyląca się ku upadkowi ruina. W pewnym momencie budynkom zagrażało całkowite wyburzenie. Ostatecznie zdecydowało o jego restauracji, w stylu neogotyckim, którą przeprowadzono w latach siedemdziesiątych XIX w. 

9. Klementyna z Tańskich Hoffmanowa (1798 - 1845), pisarka i tłumaczka. Jedna z pierwszych polskich autorek książek dla dzieci. Po upadku powstania listopadowego zamieszkała, wraz z mężem, w Paryżu. Nazywana była "Matką Wielkiej Emigracji".
 
10. Wincenty Goraczkiewicz (1789 - 1858), kompozytor, dyrygent, ceniony organista katedry wawelskiej.
 
11. Prawobrzeżna dzielnica Krakowa, w latach 1784 - 1915, była samodzielnym - Wolnym Królewskim Miastem – Podgórze.
 
12. Autograf roboczy i wykonawczy partytury przechowywany jest w Bibliotece Fundacji XX Czartoryskich w Krakowie. Na stronie trzeciej znajduje się własnoręczna nota dedykacyjna Chopina.

13. Anna Zofia z Sapiehów Czartoryska (1799 - 1864), żona Adama Jerzego Czartoryskiego. Na emigracji związana była ze środowiskiem hotelu Lambert. Założyła Towarzystwo Dobroczynności Dam Polskich. Prowadziła również Instytut Panien Polskich oraz przytułek "Dom św. Kazimierza".

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 1400
Wiek: 52

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#2 » 28 lip 2017, o 20:57

...nie zaniedbując także - tam gdzie było to możliwe - wizyt w muzeach.
Chwal pliszko swój ogonek - amator muzeów trzyma za Ciebie kciuki. Mam pomysł na krótką dygresję o muzeum, jak napiszę (ziemia zadrży), wtedy przydziesz i ocenisz :))

4. W Bibliotece Jagiellońskiej znajduje się dokument z odręcznym spisem szkolnych kolegów Chopina.
A skan dokumentu można znaleźć pod jakim adresem?

Okazało się, że owa staruszka niegdyś była służącą Angeli Catalini.
Nieco zabrakło dygresji na temat splątania ludzkich losów.

Kilkudniowy pobyt był świetną okazją do
Zgubiło się wcięcie akapitowe. Podobno po wcięciach, pustej lini się nie daje... ja nie narzekam, mi tak czytać wygodniej, jednak brutalne reguły wydawnicze nakazują twierdzić, że wcale wygodnie czytać nie jest, że puste linie do wywałki.

Odbyła ona swoją podróż po Małopolsce dwa lata wcześniej, w 1827 roku, skrupulatnie notując swoje wrażenia.
Drugie "swoje" do wywałki.

Collegium Maius opisała o tak:
Przed "tak" bardzo sympatyczne "o" ...że pozwlę sobie na seksistowską uwagę: kobieta pisze, od razu widać. :))

Niestety, Wolne Miasto Kraków, w pierwszej połowie XIX, utraciło swoją rangę, blask i splendor. Podupadało na wszystkich polach i z wolna zamieniało się w zaniedbane, szare, senne miasto,
Sugeruję zamienić położenie drugiej instancji słowa "miasto": Niestety, Wolne Miasto Kraków, w pierwszej połowie XIX, utraciło swoją rangę, blask i splendor. Podupadało na wszystkich polach i z wolna zamieniało się w miasto zaniedbane, szare, senne,

przenieśli się da Krakowa
"do" - literówka

W Collegium Maius znajduje się haft (herbaciane róże na turkusowo niebieskim tle) wykonany własnoręcznie przez George Sand, dla Fryderyka,
Nigdy bym nie podejrzewał pani Dupin o taką perwersję :))


Bardzo miło poczytać Twoje impresje. Są takie dziewiętnastowiecznie niespieszne. Teraz siadam do "Sodomy i Gomory", też dobry tekst dla kogoś, kto chce się poniespieszyć.

Awatar użytkownika
nebbia
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#3 » 29 lip 2017, o 23:35

Szczepanie,
bardzo dziękuję za sympatyczny komentarz i wychwycenie kilku niedoróbek. Poprawiłam, zgodnie z Twoją sugestią. Zawsze jestem rada z dobrych rad i podpowiedzi.
Czekam z niecierpliwością na obiecany tekst o muzeum. Czy masz na myśli jakąś konkretną placówkę, czy tak ogólnie - muzeum, jako zjawisko?
Przyznam, że nie wiem, czy interesujący Cię skan dokumentu jest dostępny na stronie internetowej Biblioteki Jagiellońskiej.
W 2010 roku byłam kuratorem wystawy o Chopinie, którą urządziłam w salach Muzeum UJ Collegium Maius. Wystawa ta, i tu się poprzechwalam, otwierała Rok Chopinowski w Krakowie, a wywiad ze mną (na wawelskim wzgórzu, przed uroczystościami w katedrze) je rozpoczynał. Pamiątką po tej ekspozycji jest pięknie wydany katalog wystawy, z szatą graficzną opracowaną przez profesora ASP, znakomitego grafika Władysława Plutę. Ja byłam - i znowu się chwalę - redaktorem tego, pięknie ilustrowanego, katalogu.
W Muzeum UJ znajduje się sporo pamiątek po Chopinie. Przede wszystkim, w Sali Zielonej, jest fortepian firmy Player, na którym koncertował podczas pobytu w Szkocji, na rok przed śmiercią. Od czasu do czasu i dzisiaj dawane są na nim koncerty. Są trzy jego maski pośmiertne, odlew prawej dłoni, a z "lżejszych" pamiątek, np. okrągłe, ozdobne pudełeczko na cukierki, a którym - podobno - nie rozstawał się. Manuskrypty czterech utworów i inne dokumenty przechowywane są natomiast w zbiorach BJ i AUJ.

Kończę, bowiem o muzealnych sprawach i wystawach - tych szczególnie, których to ja byłam autorem - mogłabym jeszcze długo, a już od kilkunastu dni czeka na mnie kolejny temat (szwedzka okupacja Krakowa w latach 1655 - 1657), a ja robię "dookoła różniaste rzeczy" zamiast przysiąść fałdów.
Wiec, jeszcze raz dziękując za miłą rozmowę, pozdrawiam :)

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 1400
Wiek: 52

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#4 » 30 lip 2017, o 19:25

nebbia pisze:Poprawiłam, zgodnie z Twoją sugestią.
Dobrze jest poprawić również artefaktowy tekst. Czasami, również do takich tematów, zaglądają rasowi korektorzy i sporo wnoszą. Lepiej, aby mieli aktualny materiał.

nebbia pisze:Zawsze jestem rada z dobrych rad i podpowiedzi.
To ja się cieszę, że choć trochę wniosłem.

nebbia pisze:Czekam z niecierpliwością na obiecany tekst o muzeum. Czy masz na myśli jakąś konkretną placówkę, czy tak ogólnie - muzeum, jako zjawisko?
Nie, chociaż o konkretnych miejscach zapewne wspomnę. Zamierzam napisać coś przypominającego mediewalny (niedokończony) cykl, konkretnie: Magistra vitae. Wiele, może nawet większość, swoich muzealnych eskapad robiłem przy udziale dzieci, na początku malutkich i rozrabiających niczym zające w kapuście, a potem coraz większych i rozumiejących coraz więcej. Pokazywanie świata rzeczy przebrzmiałych jest w przypadku kilkuletnich brzdąców tyleż trudne (o czym pisać nie zamierzam), co zabawne (o czym z pewnością napiszę).

nebbia pisze:Wystawa ta, i tu się poprzechwalam, otwierała Rok Chopinowski w Krakowie, a wywiad ze mną (na wawelskim wzgórzu, przed uroczystościami w katedrze) je rozpoczynał. Pamiątką po tej ekspozycji jest pięknie wydany katalog wystawy, z szatą graficzną opracowaną przez profesora ASP, znakomitego grafika Władysława Plutę. Ja byłam - i znowu się chwalę - redaktorem tego, pięknie ilustrowanego, katalogu.
A przechwalaj się. Lepiej czytać tutaj niż w oficjalnych komunikatach, zresztą... po co miałbym czytac oficjalne komuniakty?

nebbia pisze:od kilkunastu dni czeka na mnie kolejny temat (szwedzka okupacja Krakowa w latach 1655 - 1657), a ja robię "dookoła różniaste rzeczy" zamiast przysiąść fałdów.
Ostatnio prowadziliśmy w pracy rozmowę na temat Potopu... ech gdyby Kmicic nie rozpieprzył kolubryny (model stoi na zamku w Golubiu-Dobrzyniu), to wraże Szwedy siedziałyby w Polsce do dzisiaj... albo przynajmniej do bitwy pod Połtawą :)), jednak odrobinę bardziej serio mówiąc padło zdanie, że gdyby ze szwedzkich muzeów zabrać to, co wtedy zrabowali, zostałoby im naprawdę niewiele. Ciekaw jestem, co o tym sądzisz.

Pozdrowienia.

Awatar użytkownika
Marian
Autor miesiąca
Posty: 183
Wiek: 68

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#5 » 1 sie 2017, o 18:33

Kolejny bardzo ciekawy tekst.
Szczepan już powyrzucał Ci wszelkie usterki, więc mi zostało tylko podziękować i poprosić o jeszcze. :smile:

Awatar użytkownika
nebbia
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#6 » 9 sie 2017, o 00:20

Szczepanie,
pytanie, na ile by zubożały szwedzkie muzea, gdyby zwróciły nam dzieła sztuki, architektury, instrumenty naukowe, księgozbiory itp. jednym słowem skarby, jakie zagrabili podczas potopu szwedzkiego, dla (nawet średnio się orientującego) muzealnika jest z gatunku tych retorycznych.

Wg badań i opinii historyków straty wtedy poniesione (zarówno w dobrach kultury, architektury i ludziach) są porównywalne, a nawet niektórzy szacują, że większe od tych poniesionych podczas II wojny światowej. Plądrowanie, pożary i grabież dotknęła prawie wszystkie polskie miasta, z wyjątkiem Gdańska i Lwowa. Np. ludność Warszawy, zdobywanej i plądrowanej trzykrotnie, zmniejszyła się prawie o 90%! Z 1000 domów mieszkalnych pozostało 342. Pomimo ściągnięcia z mieszkańców wysokiej kontrybucji i tak je rabowano. I chociaż Karol Gustaw złożył obietnicę Janowi Kazimierzowi i Marii Ludwice, że uszanuje monarszą własność, do cna ogołocono Zamek Królewski i inne pałace. Wywożono wszystko, zrywano podłogi, wyważano framugi drzwi, rozmontowywano schody, nie oszczędzano nawet szyb. Nie mówiąc już o dziełach sztuki i całych księgozbiorach. Szwedzcy żołnierze zeskrobywali nawet złoto z listew w jednej z zamkowych sal, by po stopieniu otrzymać... 4 dukaty. Wg źródeł w 1656 roku z Warszawy, Karol Gustaw, wywiózł siedem statków zagarniętych łupów, głównie dzieł sztuki.

A Kraków? Grabież, po zajęciu miasta w październiku 1655 roku, trwała prawie dwa lata. Najbardziej ucierpiały kościoły, klasztory, katedra i Wawel, który łupiono aż osiem razy. Pod osobistym nadzorem ówczesnego gubernatora Pawła Wirtza obrabowano i zbezczeszczono wawelską bazylikę. Zdarto srebrne blachy z zewnętrznej trumny św. Stanisława, a wewnętrzną złotą zabrał do swojej kwatery. Otwierano groby królewskie szukając kosztowności, połamano trumnę Władysława IV Wazy. Z Krakowa Szwedzi wywieźli 80 furgonów załadowanych dziełami sztuki!
Na szczęście udało się (przynajmniej wtedy) uratować insygnia koronacyjne. Wywieziono je do zamku w Lubowli i oddano pod opiekę marszałka wielkiego koronnego Jerzego Lubomirskiego. Natomiast symbole władzy rektorskiej i inne precjoza Uniwersytetu Krakowskiego (Jagiellońskim nazwano go dopiero w XIX w.) wywieziono do Wiednia.

A gdzie się ten dorobek świadczący o kulturze, sztuce oraz zamożności II Rzeczypospolitej podział? Część zginęła po drodze, zatopiona w Wiśle i Bałtyku. (Pamiętasz suszę sprzed kilku lat i co odsłoniła Wisła w Warszawie?) Część wzbogaciła i prawdopodobnie do dzisiaj przyozdabia rezydencje ówczesnych szwedzkich dygnitarzy. Jednak większość skarbów dotarła do galerii, zbrojowni i skarbca królewskiego. W Uppsali nawet powstała osobna uniwersytecka biblioteka, której główny trzon stanowiły zrabowane zbiory pochodzące głównie z księgozbiorów klasztornych polskich miast. Z biblioteki biskupów warmińskich we Fromborku wywieziono dzieła i instrumenty Kopernika. W Collegium Maius można obejrzeć rekonstrukcje tych przyrządów, przy pomocy których obalił geocentryzm. Oryginałów, niestety, w Polsce do dzisiaj nie ma. Na szczęście w skarbcu BJ znajduje się jego manuskrypt „De revolutionibus orbium coelestium”

O skali tego rabunku nich poświadcza fakt, że w ciągu kilku miesięcy szwedzkiej okupacji w 1656 r. tylko do inwentarza zamku w Sztokholmie wpisano 200 obrazów, plafony z 5 sal. 20 dywanów tureckich, 28 namiotów oraz 21 skrzyń pełnych książek i rękopisów.

A to tylko niewielki wyimek z dziejów rabunków naszych skarbów narodowych.
Naprawdę nie łatwo jest wskazać w Europie drugie takie państwo, które na przestrzeni całej swojej historii (potop szwedzki, zabory, I i II wojna światowa utraciło tak znaczącą część swoich zasobów dziedzictwa kulturowego i prawdopodobnie tych strat nigdy nie da się odrobić, czy choćby zrekompensować.

Niestety.

To tyle w wielkim skrócie. Mam nadzieję, że choć w niewielkiej części odpowiedziałam na pytanie.

Mili Panowie, Szczepanie i Marianie, dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam.

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 1400
Wiek: 52

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#7 » 9 sie 2017, o 09:51

Serce mi pęka z dwóch powodów: pierwszy wyartykułowałaś powyżej. Drugi jest taki, że materiał, doskonały na kolejną publicystykę, wrzucasz jako odpowiedź. :)) Może warto temat rozwinąć?

Z zasobnych miast, które ocalały, nie wspomniałaś o Zamościu. Prywatny, to fakt, jednak moje lubelskie pochodzenie, jak również libertariańskie spojrzenie na świat, domaga się, aby wspomnieć.

Ciekawe, czy oryginalne instrumenty Mikołaja Kopernika można w Szwecji zobaczyć?

...a mi i tak krzysztoporskiego zamku szkoda najbardziej. Przecież oni nie mieli prawa (znaczy się żadnych szans) tam wejsć! Ciekawe, czy już wtedy niemieckie knechty mawiały: "Geld regiert die Welt"?

Dzięki.

PS. Dzisiaj zapewne dokończę artykulik o muzeach-i-reszcie-świata. Potem musi trochę spleśnieć, moczenie w formalinie, suszenie i wrzucę na forum. Dbaj o uzębienie. Nie jest wykluczone, że po przeczytaniu, powodowana szlachetną chęcią obrony owych instytucji, zechcesz mi przegryźć tętnicę szyjną :))

Awatar użytkownika
nebbia
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Krakowski popas Fryderyka Chopina

Post#8 » 9 sie 2017, o 12:21

O zęby dbam i - póki co - uśmiech jest nienagannie biały, tak że wolałabym go nie nie „brukać” żadną krwistą czerwienią, ba, nawet usta maluję pomadką w kolorze nieco zbrązowiałego różu :-D

Wróć do „Publicystyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość